22 cze 2020

A. Musiał / alpha


alpha

in an apartment with walls thinner than paper
I grow into a self-proclaimed alpha, a female,
bitch, which gave birth to youngs, then fed.
supposedly their stem cells are still wandering
in my body - when I sit down to Sunday dinner,
when I cultivate fire.

in the evening I look at the city,
distance is a safe barrier. it lets tame inner child, 
soothe crying after lost ones. I wander the surface, 
the world contains the color of ash.
yielding out the last rasp.
contraction.

Czytaj dalej »

21 cze 2020

[PL / ENG] starting all over again

Because some of my instagram friends speak only English, I translated this note below.

[PL] Jak niektórzy z Was wiedzą, trzy tygodnie temu straciłam swoje konto na Instagramie. Szczerze mówią, wciąż nie wiem jak i dlaczego, ponieważ w mojej opinii nie naruszyłam zasad i regulaminu użytkownika. I używałam żadnych botów, modyfikacji i aplikacji, nie bawiłam się w follow / unfollow, a moje zdjęcia nie przekraczały granic dobrego smaku. Wciąż nie mogę porozumieć się z Instagramem w związku z blokadą nazwy użytkownika, więc zdecydowałam się zacząć wszystko od nowa, małymi krokami. Przyznaję, że z pewną obawą. Rzecz, która powinna sprawiać radość, przynosić coś w rodzaju satysfakcji i rozrywki, z dnia na dzień przysporzyła mi stresu, niezrozumienia i poczucia niesprawiedliwości. Zdarzało mi się w przeszłości kasować konta na portalach, ale nigdy nie z powodu domniemanego naruszenia zasad. Mam nadzieję, że to był tylko wypadek i że tym razem moje zdjęcia zostaną tu trochę dłużej.

---------------------------------------------------------------------------------------

[ENG] As some of you already know, three weeks ago I lost my Instagram account. To be honest, I still don't know how or why, 'cause in my opinion I did not violate the Terms of Use. I didn't use any bots, modifications or applications, I didn't play follow / unfollow and my photos did not exceed any limits of good taste. I still can't communicate with Instagram about unblocking my account name, so I decided to start again in small steps. I admit that I am slightly afraid. The thing that should enjoy, bring some kind of satisfaction and entertainment from day to day has caused me stress, misunderstanding and a sense of injustice. I used to delete my accounts from various portals myself in the past, but it never happened because of an alleged violation of the rules. I hope it was just an accident and that this time me and my photos will stay here a little bit longer. 

Czytaj dalej »

26 lut 2020

Anna Musiał - OcZKO / Śląska Strefa Gender

Śląska Strefa Gender ogłosiła, że kończy działalność. Wieloletnia praca redaktorek zaowocowała wieloma artykułami, wywiadami i publikacjami, o których warto będzie pamiętać. Nie sposób przytoczyć wszystkich dobrych tekstów, jakie znalazły się na łamach portalu, jednak wraz z redakcją Gender zachęcam do zajrzenia na stronę i zarchiwizowania wybranych materiałów. Ponieważ zgodnie z ogłoszeniem na fanpage, domena wygaśnie za kilka dni, skopiowałam materiał z moim udziałem. 




Anna Musiał - OcZKO


1. Co to znaczy być poetką?

Kiedyś myślałam, że to zaszczyt, jakby trafiło się szóstkę w totolotka i oto nagle stało się kimś interesującym. Dziś to przede wszystkim siłowanie się ze światem, odosobnienie, nie zawsze akceptowalne dziwactwo. Niekiedy też forma dodatkowej pracy, za którą jedynie z rzadka udaje się uzyskać wynagrodzenie, chyba że to liczone jest w bardzo ulotnym poczuciu satysfakcji.

2. Człowiek jest istotą płciową, płeć wpływa na większość obszarów jego życia. Czy również na poezję?

Tak i nie ma się co oszukiwać, że jest inaczej. Kobiety piszą o tematyce nie zawsze dostępnej dla mężczyzny właśnie z racji płci, w ostatnim czasie nawet więcej, niż kiedykolwiek. Mężczyźni z kolei bardzo często patrzą na świat i opisują go z pomocą zupełnie innych narzędzi. O ile w większości przypadków nie ma to znaczenia dla czytelnika, to jednak różnicowanie to jest oczywiste i pozbawianie twórców tożsamości płciowej nie powinno mieć miejsca.

3. Czy podział na poezję kobiecą i męską jest znaczący?

A dla kogo? Dla mnie nie ma znaczenia, nie prowadzę statystyk, która płeć w danym roku więcej osiągnęła, wygrała, czy wydała. W Babińcu Literackim publikujemy poezję kobiet, ale np. na innych portalach więcej jest tej męskiej. Taka różnorodność jest bardzo na plus, pozwala na lepsze rozeznanie i poszerza horyzonty. W moim domu jest aktualnie mnóstwo książek poetyckich obu płci i mam swoich ulubieńców po obu stronach.

4. Czy pisania poezji można się nauczyć? Jeśli tak, to w jaki sposób doskonalić warsztat?

Nauczyć można się wszystkiego, także pisania i czytania poezji, bo z tym ostatnim jest chyba większy problem. Wiele osób zaczynało od zwyczajnego pamiętnika, pierwszych zapisków swoich myśli, potem przychodziło układanie, wersyfikacja. Trening warsztatowy powinien opierać się w dużej mierze na zwiększaniu zasobu słownictwa, na eksplorowaniu literatury, czasem też na zmuszaniu się do pisania, bo jeśli idzie o naukę, najważniejsza jest przecież systematyczność.

5. Co czytać i kogo?

Najlepiej byłoby wszystkich i wszystko, bo tylko w ten sposób, w natłoku książek czy poezji publikowanej w sieci, można znaleźć to, co nam odpowiada. Ale nawet to jest dyskusyjne. Dobrze więc zacząć od poleceń, książek nie tylko zwycięzców, ale też nominowanych do konkursów, pism literackich i krytycznych, sprawdzonych portali literackich. Kogo? Każdego, kto do nas przemawia.

6. Dokończ zdanie: Wybitni poeci/poetki to…

… wybitne mogą być książki i inne dzieła, ale czy to czyni jego twórcę wybitnym? No nie wiem.

7. Czego unikać w poezji?

Przesady. Przesada nie służy w żadnej dziedzinie, wydaje mi się, że w poezji zwłaszcza. Obecnie wielu młodych autorów usilnie stara się wyznaczyć jakieś nowe trendy, co samo w sobie nie jest złe, jednak nazbyt często środki, po jakie sięgają, balansują na granicy zwykłego efekciarstwa.

8. Wena, natchnienie, co rozumiesz pod tymi pojęciami?

Istota niezdefiniowana. Stan ducha, nagła lub wypracowana wskutek natłoku informacji, bodźców, w moim przypadku często wizualnych, potrzeba wyeksponowania swoich emocji, myśli. Nadania im kształtu. Ewentualnie moja kotka (Vena).

9. Co myślisz o tak zwanej „szczerości w poezji”?

Nie jestem pewna, czy bez tej szczerości poezja jest jeszcze poezją. Jedni wpisują się w nurt konfesyjny, inny stosują wiele metafor rzeczywistości, jeszcze inni abstrakcjonizm, ale wydaje mi się, że zawsze i wszędzie poezja powinna iść w parze z autentyzmem.

10. Zalety dobrego wiersza?

Warsztat, autentyzm, uniwersalność. Jeśli wiersz jest w stanie dotknąć czytelników, wielbicieli różnych rodzajów poezji, łączyć, a nie tylko dzielić, możemy mówić o naprawdę dobrym utworze.

11. Co jest kluczem do czytania poezji?

Całkiem niedawno pewna mądra poetka powiedziała, że erudycja – i ja się z tym zgadzam, choć może nie w kontekście wiedzy sensu stricte, a oczytania. Im więcej czasu poświęcimy na zgłębianie poezji, poznawanie różnych stylów jej zapisywania, różnych narracji, a nawet i słownictwa, tym mniej będzie nas w stanie negatywnie zaskoczyć. Poezji nie trzeba rozumieć dosłownie, wystarczy współodczuwać.

12. W jakiej kondycji jest polska poezja współczesna?

Całkiem niezłej, wydaje mi się, że na przestrzeni przynajmniej kilku ostatnich lat mocno przyspiesza. A skoro już mówimy o kondycji, to po latach swoistego zaniedbania tej dziedziny literatury, notabene po części dzięki mediom społecznościowym, zamiast sprintera, mamy nieźle wytrenowanego maratończyka. Mam nadzieję, że ten trend się utrzyma, choć przemiana sztuki niszowej w popularną nieszczególnie mi się podoba.

13. Jeśli debiut to kiedy?

Jedynie wówczas, kiedy poczuje się ku temu faktyczną dojrzałość.

14. Kilka rad w pigułce, dla debiutującego:

Dużo czytać. Dużo ćwiczyć. Nie bać się.

15. Jak wydać książkę poetycką?

Jest kilka możliwości, kilka ścieżek. Dobrym sposobem jest spróbowanie swoich sił w konkursach, których pokłosiem jest wydanie książki, ale to też nie jest dla każdego. Na pewno warto solidnie opracowany szkic podesłać do rożnych wydawnictw, rozeznać się w sytuacji na rynku, porównać oferty. Rzucanie się na pierwszą lepszą opcję okazuje się być często błędem, popełnianym głównie przez debiutantów.

16. Co decyduje o popularności książki poetyckiej?

Jeśli nie mówimy o poezji stricte medialno-społecznościowej, gdzie gwarancją popularności jest w zasadzie uniwersalność i prostota słów, to sądzę, że zawsze nieco większą szansę na ową popularność mają ci, którzy przecierają szlaki. Jeśli za nowatorskim podejściem do poezji, sposobem jej zapisywania, przedstawiania, czy nawet tematyką, o której do tej pory jeszcze nikt nie napisał, stoi niekwestionowana jakość, to właśnie taka pozycja ma minimalnie większą szansę na sukces.

17. Spotkania literackie, na których warto bywać?

Nie bywam, więc nie wiem, ale stawiam na festiwale literackie z górnej półki – Poznań Poetów (realizowany co drugi rok w Poznaniu), Festiwal Dużego Formatu, festiwal w Brzegu, Ogólnopolski Festiwal Poetycki im. Wandy Karczewskiej. Warto też zaglądać na gale / finały konkursów i towarzyszące im imprezy, panele, czytania poetyckie. Ciekawą inicjatywą jest też slam poetycki, w którym można wystąpić niemal z biegu, można też zostać jego cichym lub aktywnym obserwatorem. W większych miastach, ale nie tylko, odbywają się też tzw. wieczorki poetyckie, warto czasem zajrzeć, choćby po to, by odkryć nowy talent lub po prostu uszczknąć nieco z poetyckiej atmosfery.

18. W jakich konkursach literackich warto brać udział?

Teoretycznie w każdym. Nie wydaje mi się, by był tutaj sens rozróżniania na konkursy miejskie, wiejskie, duże i małe, czy też takie, w których warto (lub nie brać) udział. Jeśli ktoś czuje potrzebę albo wysyła szkic książki z nadzieją, że właśnie jemu uda się wygrać i wydać, dlaczego miałby tego nie robić wtedy i tam, gdzie chce.

19. Jak ocenisz krytykę literacką w Polsce?

Zdecydowanie warto śledzić, czytać. Krytyka może być wyznacznikiem kierunków, trendów, czasem i jakości, choć największy wpływ ma chyba na czytelników. Obeznany w środowisku literackim autor wie, że subiektywna krytyka nie zawsze jest odzwierciedleniem jakości jego twórczości, czasem podyktowana jest wyłącznie indywidualnymi zapatrywaniami. Czytelnik natomiast, zwłaszcza początkujący, nazbyt często przywiązuje do niej sporą wagę – im wyższa cyferka, tym mocniej książka zyskuje w jego oczach na popularności. A przecież nawet tutaj można się mocno zaskoczyć (pomylić).

20. Wybierz jeden z ulubionych wierszy.

Joanna Pawlik - Testament

a kiedy już zaczną pleśnieć ci ręce
i zostaniesz sama wśród obcych, złych ludzi
przez bruzdy uwalniaj skażone powietrze. nie płacz.
mnie nie starczy. nie starczy.
przechodzimy razem te same chodniki
stopom nie wolno dotknąć linii, ona parzy
wiesz, grałam tam w klasy (ty już nie potrafisz),
myśląc, że rozpad to chwilowe pęknięcie błota.
od nadmiaru światła płowiały nam oczy,
trawa, kubki na jagody i jezioro w lecie. nie patrz,
jesteś zbyt mała, żeby zrozumieć,
że bez całej tej miłości byłoby nam lepiej.

wcale nie przywiązuj się do rzeczy martwych,
(choć śmierć jest najwierniejszym przyjacielem człowieka),
mów oszczędnie, bądź jednak hojna w wersach, puencie
świat i tak w spadku po mnie skaże cię na wiersze.
może powinnam wtedy powiedzieć raz jeszcze,
że przez szpary w oknach wpadną ćmy nie motyle,
że w tej partyturze tylko smuga spalin,
a z kołysanek wyrzucili melodyjne refreny.
mury czasami mają serce. pamiętaj,
ten kamień czuje. uporczywie zostaje. zostaje.
miłość bez rozstań przytrafia się niewielu.
chłoną ją wariaci, znają psy i matki.


21.Dlaczego właśnie ten?

To jeden z niewielu wierszy, jakie autentycznie noszę pod skórą.


05/02/2019
Czytaj dalej »

28 sty 2020

PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZA. ZAPIS ROZMOWY MIĘDZY JOANNĄ FLIGIEL I ANNĄ MUSIAŁ.

PRZEZ DZIURKĘ OD KLUCZA


Zapis rozmowy między Joanną Fligiel i Anną Musiał.
Szkic o poezji, sztuce, życiu zwyczajnym i niezwyczajnym oraz o tym, dlaczego nie my.


Joanna: Końcem 2018 roku obie wydałyśmy książki poetyckie. Może porozmawiajmy o tym, jak to się robi w Polsce na początku XXI wieku.

Anna: Teoretycznie książki wydaje się dosyć łatwo, jeśli dysponuje się odpowiednim zapleczem finansowym. Ja takiego zaplecza nie miałam, więc w przypadku „Coleoptery” skorzystałam ze zrzutki. Nie spodziewałam się większego odzewu, tymczasem potrzebną kwotę udało się zebrać w zaledwie osiem dni. Takie coś robi wrażenie i pozwala myśleć, że jest w ludziach potrzeba nie tylko wydawania poezji, ale przede wszystkim jej czytania. To doświadczenie mocno mnie podbudowało, choć w zderzeniu ze wszystkimi „pod-górkami” na rynku wydawniczym, zdaje się być kroplą w morzu.

Joanna: Kwestia pieniędzy to jedno, a kwestia wyboru wydawnictwa to drugie. Czy to wydawnictwo wybiera nas, czy my je wybieramy? Jak trafiłaś do Dużego Formatu? To dla autorek przed debiutem książkowym może być ważną informacją.

Anna: Wydanie w Fundacji Duży Format było niejako pokłosiem nominacji w VI edycji Konkursu Na Tomik Wierszy, więc jeśli debiutanci szukają mniej oczywistej drogi do wydania swojej książki, to konkurs z pewnością jest jedną z możliwości. Jeśli zaś chodzi o debiut, to miał on miejsce w 2015 roku. Wówczas złożyłam propozycję publikacji w tradycyjny sposób, nie brałam też udziału w finansowaniu książki, co z dzisiejszej perspektywy zdaje się być ewenementem. To dwa różne doświadczenia, dwie różne historie. A jak było w Twoim przypadku? Masz jakieś rady albo ostrzeżenia dla chcących publikować?

Joanna: Przede wszystkim osobom przed debiutem polecam konkursy literackie, których pokłosiem jest druk, chociaż najpierw warto spróbować wysłać swoją książkę do wszystkich wydawnictw, jakie przyjdą nam do głowy. Czasy w których żyjemy są wspaniałe. Jednego dnia możemy wysłać plik na każdy adres, jaki znajdziemy w sieci. Radziłabym jedynie, żeby plik sporządzać nieco dłużej. Mieć pomysł na książkę.
  
z lewej "Coleoptera" (Anna Musiał), z prawej "Rubato" (Joanna Fligiel)

Anna: Mówi się, że są dwie szkoły. Jedna, która uczy, że tomik składa się według jakiejś konkretnej myśli przewodniej i druga, która wskazuje, że dopiero po zebraniu pokaźnego materiału można myśleć o jakimkolwiek wydawaniu.

Joanna: Nie lubię słowa tomik, zdecydowanie wolę mówić książka poetycka, a o swojej to już w ogóle najlepiej mi się myśli – książka z wierszami. Rubato jest zbiorem wierszy napisanych w różnych okresach życia, przeważnie tych słabszych, kiedy to chciałam opowiedzieć światu o sobie. Może nawet wykrzyczeć krzywdę, ale w taki sposób, żeby czytelnik nie czuł się zobowiązany okazywać współczucia. Użyłam również poczucia humoru, więc mam nadzieję, że czytelnik może od czasu do czasu uśmiechnąć się, pomimo że nie opowiadam łatwej historii. Wybrałam poezję jako formę opowieści, bo wydała mi się pozornie bezpieczna, a bezpieczeństwo to coś, czego pragnę najbardziej dla wszystkich. Wiersze zebrane w Rubato nigdy nie były napisane z myślą, że wyjdą w zwartym tomie. Pojawiały się w sieci, w czasopismach, czasem nawet nie pod moim nazwiskiem, tylko nickiem. To, że zostały zebrane zawdzięczam Wioletcie Grzegorzewskiej, która kilka lat zagadywała mnie, czy już je wydałam. W końcu sama wzięła się za ułożenie mojej książki. Potem było mi zwyczajnie głupio i tak w skrócie zostało wydane Rubato, z szacunku dla jej wiary w moje wiersze. Teraz Wioletta namawia mnie napisanie prozy, zresztą nie tylko ona, wiele osób uważa, że mogę być lepszą prozatorką niż poetką. Może mogę, ale lubię pisać właśnie wiersze. I jeśli kiedyś jeszcze jakiś wydawca da szanse moim wierszom, ponieważ mam jeszcze całe mnóstwo takich, które swoją narracją nie pasowały do Rubato, wydam książkę pod tytułem „Książka z wierszami”. A czym dla Ciebie jest Twoja książka poetycka?

Anna: Początkowo miał być to zwyczajny zapis dojrzewania kobiety, matki, rzecz o stopniowym żegnaniu się z wewnętrznym dzieckiem. Tematyka chyba dość wyeksploatowana, by nie rzec, że pospolita. Ale książka ewoluowała, zmieniała się i zmieniła na tyle, że dzisiaj okazuje się, iż to nie ja prowadziłam ten tomik, ale on prowadził mnie. To chyba siła motywu, którym od początku było przeobrażenie zupełne. Człowiek przecież ewoluuje, przeobraża się nie tylko z dziecka w dorosłego, bo i nawet wówczas, cyklicznie lub pod wpływem jakiś wydarzeń, zmienia się. Dojrzewa i przemija. I oto w końcu jestem na etapie, kiedy zaczynam już akceptować tę przemijalność, nie rozliczać się z każdego gorszego dnia. Nie wystawiać oceny. Poza tym jest między nami na tyle spora różnica wieku, że uczę się tego także od Ciebie.

Joanna: Z kolei kiedy z Tobą rozmawiam mam wrażenie, że to ja powinnam uczyć się od Ciebie. Wydajesz się bardzo dojrzała.

Anna: Często to słyszę, choć nie do końca potrafię wytłumaczyć. To nie jest kokieteria, kiedy mówię, że czuję się jak człowiek o bardzo starej duszy, który w obecnym życiu więcej odczuwa niż doświadcza. Tak pół żartem powiem Ci nawet, że kiedy próbowałam pisać prozę, okazało się, że moim alter-ego jest mniej więcej sześćdziesięcioletni mężczyzna.

Joanna: Jesteś sześćdziesięcioletnim mężczyzną, gdy ja nadal czuję się dzieckiem. Pewnie dlatego, że nigdy nie pozwolono mi doświadczyć beztroski dzieciństwa. Może dlatego tak nam dobrze razem.

Anna: Jeśli Tobie nie pozwolono, to ja z pewnością nigdy nie pozwoliłam sobie. Tak czy inaczej z  tych wyliczeń wynika, że mamy tyle samo lat, tylko nie wiemy ile.

Joanna: Bo poetki nie mają wieku.

Anna: To mocna deklaracja, zwłaszcza w świecie, w którym często jesteśmy określane na podstawie metryki. Mówią, że późny debiut, wczesny debiut, że poetka dojrzała i niedojrzała. Jak myślisz, czy my same prowokujemy takie wnioski tematyką, po którą sięgamy? Czy poetów kategoryzuje się w ten sam sposób?

Joanna: Ale kto to mówi? Kto zaczął? I dlaczego?  Może pora z tym skończyć. Z racji pracy jakiej podjęłyśmy się w Babińcu Literackim, śmiało możemy stwierdzić, że nie metryka autorki świadczy o mądrości wiersza. Przez ostatnie lata przeczytałam sporo infantylnych wierszyków, wysłanych do nas przez poetki, powiedzmy „dojrzałe w latach”, i z kolei nie raz zdarzyło się, że wiersz „młodej poetki” wydał się jak wyjęty spod pióra człowieka z dużym dorobkiem literackim. Wiersz to wiersz, nie ma znaczenia, kto go napisał, ważne jak i o czym został napisany. Myślę, że jedyny podział wierszy, jaki istnieje to na dobre i złe. W Babińcu przynajmniej chcemy pokazać te lepsze wiersze. Owszem, napisane przez kobiety, lecz tylko dlatego, że kiedy powstawał Babiniec, wiele mówiło się o tym, że kobiety są pomijane w życiu literackim z racji płci. Chciałam pokazać, że my kobiety równie dobrze jak mężczyźni znamy się na rzemiośle poezji, że jest nas bardzo dużo. Poczytajcie, zobaczcie, może odkryjecie wiersze kogoś więcej niż tylko Szymborskiej, Poświatowskiej, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej? Tego na pewno nie dowiemy się kupując antologie poezji, i to nie tylko polskiej, w Polsce. W Niemczech jest ten sam problem. Facebook wydał mi się bardzo dobrym nośnikiem.

Anna: To był strzał w dziesiątkę. Wydaje mi się, że Babiniec dokonał pewnych modyfikacji, nie tylko w postrzeganiu poezji kobiet, ale również w nas, poetkach. Dodał nam nieco odwagi, pokazał, że niekoniecznie musimy walczyć z płcią przeciwną o literacką uwagę, ale że możemy stworzyć takie środowisko, w którym zawsze będziemy „na miejscu”. Kiedy niecałe dwa lata temu dołączyłam do redakcji, strona miała około tysiąca polubień, teraz przekraczamy sześć. Ta popularność poezji, jeśli w ogóle rozpatrywać poetykę w tej kategorii, sumiennie rośnie. Kobiety są wreszcie zauważane w mediach, w konkursach, warto wspomnieć chociaż ubiegłoroczny, niekwestionowany sukces Agaty Jabłońskiej i jej „Raportu wojennego”. Jako płeć wchodzimy wreszcie w „nasz czas”?

Joanna: Jest dużo lepiej niż było przed rokiem 2016. Lubię myśleć, że też do tego się przyczyniłyśmy, w końcu codziennie przypominamy o naszej obecności.

Anna: Trzeba powiedzieć, że nie tylko przypominamy, bo i ludzie coraz częściej wspominają o nas. Babiniec Literacki stał się swoistą galerią poezji i poetek. Chciałabym, aby kiedyś mówiło się o nim w kontekście fundamentu dla przyszłego pokolenia młodych kobiet. Kobiet, które dopiero stawiają pierwsze kroki w poezji i szukając wzorców, trafią właśnie do nas. Kiedy zaczynałam pisać, takimi miejscami były głównie biblioteki i portale literackie, gdzie nie zawsze spotykało się z przychylnością lub choćby najmniejszym zainteresowaniem. Inną sprawą jest to, że dzięki jednemu z takich portali poznałam swojego męża.

Joanna: Ja mojego poznałam w klubie, na parkiecie. I kto ile ma lat?

Anna: Słyszałam kiedyś, że poetki nie nadają się na żony, ale możliwe, że to dotyczyło artystów w ogóle. Bo, tak z przymrużeniem oka, jak związać się z kimś, kto pół dnia penetruje własną głowę w poszukiwaniu albo inspiracji, albo wartościowych myśli, a drugie pół próbuje je wszystkie zredagować? A jak jest z Tobą? Kiedy pisze Ci się najlepiej?

Joanna: Najlepiej pisze się mi wcześniej rano. Najwięcej moich wierszy powstało między piątą a siódmą. Najlepiej wychodzi mi to przy stole w kuchni, przy oknie na ulicę, którą spowija jeszcze poranna mgła. Mgła jest moją najlepszą przyjaciółką. Wiersze zapisuję ręcznie. Dawno już skończyłam z pisaniem w Wordzie. Potem oczywiście przepisuję, ale dopiero po kilku dniach, czasem mijają tygodnie. Czasem w ogóle ich nie przepisuję, ponieważ uważam, że nie są warte pokazania. Ale pamiętam czasy, kiedy pisałam nawet wiersze on-line, na jakiś rozmaitych grupach poetyckich, bez względu na porę dnia. I uwielbiałam to. Dyscyplina przyszła do mnie sama. Nie wiem czy dobrze. Nikomu nie zalecałabym kiedy i jak pisać, każdy sam musi wiedzieć, co jest dla jego twórczości i jego samego najlepsze.

Anna: Gdyby istniała jedna dobra recepta na pisanie, wszyscy bylibyśmy poetami. U mnie nie funkcjonują żadne konkretne zasady ani miejsce, choć najczęściej piszę właśnie w Wordzie. Wtedy od razu widzę jak tekst się układa, jak wygląda i jest to dość komfortowe. Kiedyś, gdy zaczynałam swoją przygodę z poezją, notowałam wszystko w grubym zeszycie. Wydawało mi się wtedy, że tak powinno być. Że to bardziej romantyczne. Dziś ręcznie piszę jedynie listy.

Joanna: W końcowym efekcie Ty i ja napisałyśmy po książce.

Anna: I co z tym dalej zrobić? Reklamować, nie reklamować? Są osoby, które zorganizowałyby spotkanie autorskie, nawet takie, które by na nie poszły... ale nie my. Dlaczego nie my?

Joanna: Przy tym nakładzie książek poetyckich nie przejmowałabym się tym w ogóle. Mój wydawca powiedział, że Rubato sprzedaje się nieźle, może właśnie dlatego, że nie ma ze mną spotkań literackich, na których książki się rozdaje. To w jakim opłakanym stanie jest polska poezja zawdzięczamy moim zdaniem reformom oświaty, które jeszcze nie przewidziały nauki czytania wierszy współczesnych. Cud, że w ogóle wydaje się książki poetyckie. Na spotkania poetyckie przychodzi bardzo niewiele osób. Na moim pierwszym były ze cztery, oprócz mnie i organizatorów. Postawiłam wszystkim po drinku i byli bardzo zadowoleni. Ale i tak się stresowałam. A ja już nie chcę się stresować niczym i jeśli mogę tego uniknąć, unikam.

Anna: I ja to bardzo dobrze rozumiem, jestem introwertykiem i nonkonformistką, choć faktycznie z tymi łatkami to różnie teraz bywa, może lepiej sobie nie przyklejać. Wychodzę z założenia, że sztuka powinna przemawiać własnym głosem, a nie głosem kompletnie niezdystansowanego autora. Bardzo nie lubię hałasu, który często odwraca uwagę od tego, co najlepiej wybrzmiewa w ciszy; uniemożliwia narodzenie się poezji między wierszem a czytelnikiem. Są oczywiście wybitne wyjątki. Całkiem niedawno jeden z moich wirtualnych znajomych podesłał mi nagranie Kate Tempest, deklamującej swój wiersz „Bubble Muzzle”. Do takich wystąpień trzeba mieć jednak zarówno wybitny talent aktorski, jak i odpowiedni materiał. A mnie jest dobrze tak, jak jest.

Joanna: Niektórzy są stworzeni dla publiczności. Ich ekspresja dodaje mocy ich dziełom.  Może mylnie, ale uważam, że moje „dzieła” lepiej będą wypadać czytane w domowym zaciszu.

Anna: Mam nadzieję, że nawet w tym świecie, który notabene nastawiony jest głównie na bodźce wizualne, dźwiękowe, znajdzie się jeszcze miejsce dla takich poetek jak Ty czy ja, które siądą sobie w kącie, w zaciszu własnego mieszkania, napiszą coś i puszczą to w świat. A świat, jeśli dobrze pójdzie, twórczość tę przyjmie ze zrozumieniem, a nas jako autorki, z ekstremalnie wysokim poziomem tolerancji.

Joanna: W tym przypadku ekstremalnego poziomu tolerancji musimy oczekiwać przede wszystkim od swoich wydawców, a potem od całego środowiska literackiego, tak żądnego spotkań.

Anna: Obawiam się, że ten temat jest skazany na porażkę, bo jak możemy oczekiwać tolerowania dziwactw wśród artystów ‒ pisarzy, poetów, kiedy jako społeczeństwo wciąż nie tolerujemy nawet podstawowych odmienności. We wspomnieniach Tomasza Jastruna przeczytać można, że nawet Wisława Szymborska, która dla wielu Polaków była nie tylko doskonałą poetką, ale i symbolem godności artystycznej, nie przepadała za blichtrem i publicznymi wystąpieniami. I ja takie podejście szanuję jakby trochę bardziej.

Joanna: Jeśli nie spodziewać się dziwactw po artystach to po kim? Jako niepoprawna optymistka jednak wierzę, że przed tolerancją, w szerokim znaczenia tego słowa, jeszcze świetlana przyszłość. I my poetki oraz poeci, oczywiście, również mamy w jej rozwój spory wkład, jako ludzie sztuki, bo sztuka przecież nie ma granic, i mieć nie może.

Anna: Tu się zgodzę, że artyści, a skoro już rozpatrujemy kontekst poetycki, to poeci, zawsze angażowali się w sprawy społeczne, polityczne. Nie tylko jako podziemie w czasach II wojny światowej, ale też wcześniej i później, przy wszelkich reformach ustrojowych, pełniąc rolę kronikarzy i wywrotowców w tym samym czasie. Zastanawiam się jednak, czy dzisiaj również mamy aż taki zasięg? W dobie Internetu poezja odżywa, ale jeśli chodzi o jej znaczenie dla społeczeństwa, czy nie schodzi gdzieś na dalszy plan?

Joanna: Andrzej Saramonowicz codziennie walczy jednym wierszem. Codziennie, chyba od roku, ten sam wiersz z uporem maniaka wkleja na swoją stronę, żeby zakomunikować Polakom, że to, co teraz dzieje się państwie polskim, już kiedyś miało swoje przełożenie w państwach faszystowskich. Wiersz zresztą nosi tytuł „Państwa faszystowskie” (aut. Wiktor Woroszylski). Wierzę w siłę tego wiersza. Słowo za oręż.

Anna: Obyśmy tylko nie dokładały tych faktów do teorii i jako społeczność nie przekonały się w przykry sposób, że poza garstką realnie zaangażowanych, cała reszta literatów, artystów, ma to wszystko głęboko zakopane. Ale może nie idźmy już w tę stronę, zostawmy politykę za drzwiami.

Joanna: Zamkniętymi na klucz.

Anna: W rozmowie prowadzonej przez naszą redakcyjną koleżankę, Katarzynę Zwolską-Płusę, mówisz, że do odczytania poezji potrzebny nam jest pęk kluczy, inaczej – erudycja (...). Czy bez tego naprawdę nie da się zrozumieć współczesnej poezji? Czy my, poetki i poeci, jesteśmy aż tak skomplikowani i trudni w odbiorze? A może po prostu jesteśmy trudni w życiu?

Joanna: Zagajewski kiedyś powiedział, mam nadzieję, że był to Zagajewski, ale na pewno ktoś z dużym dorobkiem, że kiedy nie rozumie wiersza, nie ma pretensji do autora, tylko zakłada, że to on nie dysponuje wystarczającą erudycją. Piękna pokora. Cytuję z pamięci, chcę posłużyć się sensem jego wypowiedzi, więc tak ‒ erudycja jak najbardziej. Wiedza w zasadzie w życiu pomaga na każdej jego płaszczyźnie. Druga sprawa, że ja jestem raczej łatwa w obiorze, w sensie rozumienia sensów i przesłań w wierszach, ale obecnie to nie jest aż tak popularne. I myślę, że jestem też łatwa w kontaktach międzyludzkich. U mnie wszystko jest proste, bo dążę do prostoty, a to nie zawsze jest takie proste.

Anna: Wydaje mi się, że nazbyt wielu czytelników oczekuje dzisiaj prostoty, ale nie tej, o której mówisz, a tej niezdrowej, która nie wymaga żadnego wkładu w interpretację wiersza, czy choćby jego faktycznego odczuwania. Mówię tu m.in. o tzw. poezji instagramowej, choć chętnie bym się takich podziałów pozbyła. Niemniej na portalu „Lubimy Czytać”, pod antologią „znowu pragnę ciemnej miłości” [pod redakcją Joanny Lech], znalazłam komentarz: "Zaczęłam czytać i… zaczęłam się zastanawiać. Dlaczego ja nie rozumiem tych wierszy? Czy jestem na nie za głupia? (...) [arcytwory]. Czy to nie jest trochę tak, że w świecie, gdzie komunikat pierwotnie skrócił się do wiadomość sms, a potem do emotki, wiersz, w który twórca faktycznie włożył sporą, warsztatową pracę, stanowi dla potencjalnego odbiorcy jedynie zlepek nie do końca zrozumiałych słów? Czy dzisiejszy czytelnik ma jeszcze ochotę podejmować pracę nad tekstem, kiedy wystarczy przesunąć palcem i znaleźć coś przystępniejszego?

Joanna: Kilka lat temu czytałam w Focusie artykuł na temat przebodźcowania ludzkiego  mózgu. Takiego przebodźcowania doświadczam obecnie przeglądając Instagram. Nicholas Carr, amerykański badacz Internetu i autor książki „Płytki umysł. Jak Internet wpływa na nasz mózg” stwierdzi, że stan nadmiaru informacji prowadzi do cywilizacyjnego i ewolucyjnego cofnięcia się naszego gatunku. Cenę zapłaci za to ludzkość, powierzchowną kulturą i polityką. Obawiam się, że właśnie rozgrywa się to na naszych oczach. I gdzie tu teraz mój optymizm?

Anna: Myślisz, że to faktycznie z tego powodu nie chce się nam dzisiaj, jako społeczeństwu, zgłębiać poezji? Bo nie mamy ochoty, czasu, cierpliwości? Jest sporo inicjatyw, konkursów i festiwali literackich i poetyckich, cieszących się popularnością, tylko pytanie, czy jedynymi osobami, które faktycznie się nimi interesują, nie jesteśmy my sami.

Joanna: Na pewno jesteśmy w mniejszości, chociaż wydaje się niektórym, że teraz wszyscy piszą, że jest nas za dużo, ponieważ tak mało ludzi czyta, wolą oglądać telewizję i przeglądać Instagram. Człowiek jest istotą, która z natury łatwo się rozkojarza. Wynalazek pisma, a następnie druku, upowszechnienie książek spowodowało, że ludzie nauczyli się refleksji, koncentracji i zdyscyplinowanego myślenia, i na tym fundamencie powstała współczesna cywilizacja. I ten fundament zaczyna się chwiać, ponieważ coraz częściej brakuje siły i czasu na analizę i refleksję.

Anna: Zdarza mi się korzystać z Instagramu i często zamiast rozkojarzenia, znajduję tam inspirację. Taka dostępność bodźców wizualnych może niekiedy pomóc, niekoniecznie szkodzić, ale to sprawa bardzo indywidualna. Ludzie szybko przyzwyczajają się do tego, co przychodzi łatwo, intensyfikują swoje doznania, by uciec od nużących lub męczących ich analiz rzeczywistości. A rzeczywistość często nas przerasta. Oczywiście w ogólnym rozrachunku, gdyby nie było takiej platformy, smartfonów, czy nawet telewizji, człowiek i tak znalazłby jakiś rozpraszacz. Dlatego dużo bardziej wolę otaczać się osobami, z którymi tak, jak z Tobą, w tym całym pędzie można się zatrzymać, porozmawiać. Pomyśleć.

Joanna: Dziękuję, wzajemnie.

Anna: I to jest chyba dobre miejsce, aby się zatrzymać. Koniec końców, może to tylko my jesteśmy takie dziwne, że ciągle coś sobie wymyślamy, a potem zastanawiamy się, dlaczego to wymyśliłyśmy i próbujemy nadać temu kształt?

Joanna: I w dodatku za dużo analizujemy.

Anna: Ale czy nie czynimy tego pięknie?


Rozmawiały:

Joanna Fligiel (ur. 1968). Redaktorka Babińca Literackiego. Autorka trzech książek poetyckich: „Autoportret”, „Geny”, „Rubato”.

Anna Musiał (ur. 1987). Redaktorka Babińca Literackiego. Autorka dwóch książek poetyckich: „Pandemonium”, „Coleoptera”.

28/01/2019
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia