w samo południe #2

Podobno w piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet. Choć w piekło samo w sobie nie wierzę, to kierując się pokrętną logiką, aczkolwiek wciąż logiką, mam szczerą nadzieję, że faktycznie jest. I że w takim piekle wszystkie zawistne, zapatrzone w siebie niunie, które nie zdzierżyłyby sukcesu lub choćby jakiejś namiastki powodzenia u swoich rówieśniczek, koleżanek, pseudo-przyjaciółek, będą oglądać te sukcesy jak pokaz slajdów po wieczność i jeden dzień dłużej. Bo na ten przykład, najświeższy, bo wczorajszy, w oczekiwaniu na pociechę w szkole, miałam okazję obserwować trzy żywo dyskutujące mamusie. O świecie, grypie, mężu, który dostał zapalenia oskrzeli w wyniku powikłań pogrypowych, bo jest tak głupi, że jak mu żona nie powie, że z chorobą to się idzie do lekarza, to przecież nie pójdzie. A że mu nie powiedziała... wiadomo. I dyskutują, gestykulują, przekrzykują się w tym, która w domu wyhodowała głupszy okaz, nie do końca zdając sobie sprawę, że wszyscy wokół mogliby się założyć, że jest zupełnie odwrotnie i że okazem, który wymaga w istocie współczucia, jest ów mąż. Niemniej. Kiedy tylko do zestawu dołącza czwarta postać, trzecia odwraca się do niej, by rozpocząć kolejny, zapewne ważki temat dysputy, a co w tym czasie robi jedna z poprzednich rozmówczyń? Rękoma zaznacza szerokość jej bioder i z ironicznym uśmiechem pokazuje ów rozmiar koleżance zasiadającej po jej prawicy. Obie rzężąc pod nosem prześmiewają się jedna przez drugą, a niczego nie świadoma, była już rozmówczyni i dla przypadkowego obserwatora, pewnie i była już przyjaciółka owych pań, jak gdyby nigdy nic dalej rozprawia o wyższości etyki nad religią, religii nad etyką i tym, dlaczego pingwiny mają skrzydła, a nie latają. I żeby taka nielojalność płci była jedynym naszym problemem, drogie panie, byłoby naprawdę ok. Wszak jedne z nas nie mieszczą się w spodnie z liceum, inne w drzwi, a jeszcze inne, pomimo swojej zaskakującej nawet je chudości, i tak obijają sobie kości o ściany. Bywa. Ale o ile fajniej by się nam wszystkim bywało, gdybyśmy wiedziały, że za naszymi plecami nie szepczą o nas, nie sugerują, nie imputują, nie wtrącają naszej osoby w dziwne, aczkolwiek wyłącznie własne, prywatne wojenki, chcąc ugrać sobie lepszą pozycję i bynajmniej nie pozwolić tej drugiej błyszczeć choćby przez jeden, jakże ulotny dzień. O ile przyjemniej, gdyby świadome istnienia wspomnianego piekła kobiety, miast wytykać sobie małpi rozum, przyłączyły się czasem do cyrku i pouśmiechały się do siebie. A jeśli nie wiedzą wszystkiego, zapytały. W końcu któż może wiedzieć, co tak naprawdę piszczy w okolicznej trawie.

Komentarze

Popularne posty