Pieśń poety dojrzałego. / Kazimierz Grochmalski

Anna Musiał. Pieśń poety dojrzałego. 
Szkic o „Teatrze, którego nie było” Kazimierza Grochmalskiego.

Debiutancki tomik wielkopolskiego artysty i animatora kultury, Kazimierza Grochmalskiego, jest książką pełną metafor i symboliki, która w bezpośredni sposób nawiązuje do stylistyki sztuki, teatru. Nie powinno to być niespodzianką, gdyż właśnie z teatrem poeta związał swoje życie i do tej konwencji nawiązuje w całej, wyjątkowo spójnej, książce. Już w pierwszym, otwierającym tomik utworze, autor pokusił się o powitanie słowami „dobry wieczór, / zapraszam Państwa na spektakl (...)” [„Prezenter”, str, 5]. We współczesnej literaturze nie brakuje oczywiście książek skomponowanych wokół konkretnej myśli przewodniej, jednak z rzadka możemy obserwować tę myśl zakomunikowaną w tak rzetelny i konsekwentny sposób.

Podmiot tomu zdaje się być niejednoznaczny, jednak mocno zakorzeniony w ujęciu obserwatora. To właśnie z tej pozycji przyglądamy się światu przedstawionemu, a poeta występuje tu w roli wirtuoza sztuki teatralnej, który zgłębiając własne, miejscami skrajne emocje, stara się odnaleźć odpowiedź na nurtujące go pytania. "Które to morze? Która godzina? Jacy to ludzie? Którędy droga? (...)" ["Dylematy bytu", str. 65]. Jednak najprawdopodobniej tym najważniejszym pytaniem, które za pomocą owego podmiotu zadaje sobie poeta, jest filozoficzne rozważanie nad sprzecznością pozostawania aktorem / obserwatorem, a reżyserem własnego życia w tym samym czasie.

W tym przypadku interesującym zdaje się być fragment "a głupi pies (...) Tak naprawdę, / nieprzywiązany do nikogo i niczego / na tej ziemi tak bliskiej, a tak dalekiej" ["Aktor ćwiczący rolę", str. 21]. Grochmalski, dokonując swoistej paraboli, realizuje w nim wizję świata, w którym każdy z nas, ów aktor czy obserwator, jest w rzeczywistości wolnym duchem, uniezależnionym od zewnętrznych wpływów i sugestii, wyzbytym narzuconej roli. Przez przekonanie to stawia siebie i zarazem czytelnika w opozycji do głównej tezy, jakoby człowiek był jedynie aktorem w sztuce, odgrywającym swoją rolę na planie życia. Zastosowanie takiego zabiegu zdecydowanie poszerza możliwości interpretacyjne tomu i stanowi jego bardzo mocny, wyjściowy punkt.

W tomiku wyraźnym jest także jego tempo, nadane przez ledwie wyczuwalne szaleństwo, teatralny rozgardiasz. Czające się w tle i między wersami poczucie, że oto za chwilę wydarzy się coś niebywałego, rozpocznie się ta wielka, ostateczna sztuka, która łącząc wątki biograficzne i fantastyczne, wydobędzie z nas, potencjalnych widzów, pokłady emocji, o jakich nawet nie śniliśmy. Przeniesie nas w świat, gdzie karuzela nigdy się nie zatrzymuje, dokoła słychać nieustający, dziecięcy chichot, a wszyscy wokół tańczą i śpiewają, jakby świat miał się nigdy nie skończyć. "Trwaj, walcu, trwaj / unoś ten zamęt (...)" ["Walc", str. 39]. Dynamika ta jest tu bardzo adekwatna, gdyż oddaje ducha i krzykliwość prawdziwego teatru. 

Jeśli chodzi o język książki, to jest on językiem zarówno uniwersalnym, współczesnym, jak i takim, który sięga po archaizmy i neologizmy, np. "jak kobierzec zbadylony / szczątek wzlotu uwięziony (...)" ["Ogród", str. 25]. Grochmalski wykazuje się na tym polu sporą elastycznością, ale nie można zarzucić mu przy tym szczególnej niekonsekwencji, która wpływałaby na ogólny odbiór wierszy. Cecha ta, choć wydaje się dość osobliwa, pozwala na dokładniejsze rozpoznanie sposobu, w jaki twórca spogląda na umowną rzeczywistość. Język pozbawiony manieryzmu staje się tutaj swoistym nurtem, do którego czytelnik wchodzi z otwartą głową i sercem, a z którego wydobyć może wiele pozornie zamaskowanych emocji. W tomiku nie brakuje także wierszy stosunkowo prostych, mówiących o świecie językiem naturalnym, bezpośrednim. Orbitującym np. wokół pór roku, zmieniającej się formacji przestrzeni. „Wciąż w pogoni / zaganiani / zapętani sobą, liśćmi / nagle / płatki śniegu spostrzegamy / zima, zima przyszła! [„Zima”, str. 11]. Prostota ta pozwala na swobodne poruszanie się po wierszach, a także interpretowanie ich w odniesieniu do codzienności.

Tomik „Teatr, którego nie było” stanowi swoistą pieśń dojrzałego twórcy, poety, który na łamach dojrzałej, acz debiutanckiej książki, próbuje dać światu do zrozumienia, że każdy z nas, artystów i czytelników, wiedzie życie co najmniej podwójne. Jednego dnia bywa aktorem, który gra swoją rolę, a którego egzystencja niechybnie przeminie, bez względu na to, jaką pozycję i jaki punkt widzenia przyjmie. Pogodzenie z tym stanem objawia się m.in. poprzez słowa "wszystko przeminie / miłość i radość / jawa i sen / ty i twój zachwyt / ja i mój jęk. (...) ["Bieg przez życie", str. 27]. Grochmalski wyzbywa się tu jednak fatalizmu, tak charakterystycznego dla współczesnego artysty i w drugim ujęciu stawia raczej na akceptację stanu rzeczy, miejscami nawet bierne przyglądanie się mu jako wyczekujący ciągu dalszego podglądacz. I to właśnie ten wyraźnie zarysowany na przestrzeni książki dysonans, zdaje się być fundamentem całego tomiku. Poeta pozostawia czytelnikowi absolutną dowolność interpretacji, samodzielność w dokonywaniu wyboru między tym, kim jesteśmy, a tym, kim chcielibyśmy być, nie tylko w trakcie studiowania „Teatru, którego nie było”, ale i życia – aktorem czy widzem, obserwującym swoją egzystencję jedynie z poziomu widowni. 

Kończący tomik „Epilog” zdaje się być w tym ujęciu niezwykłym i osobistym monodramem, monologiem inspirowanym być może samym Hamletem, w którym to Grochmalski za pomocą podmiotu ostatecznie obnaża przed czytelnikiem swoje dywagacje. "Wejrzałem w głąb siebie / najgłębiej jak tylko się da! / Na dnie dna czai się zło (...) [„Epilog”, str. 93]. Co w takim razie zobaczył autor, podmiot, a zobaczymy my sami, gdy w istocie zajrzymy w najmroczniejsze, najdalsze zakamarki swojego ja? Lęki, niedoskonałości, a może coś zupełnie przeciwnego? Na te pytania musimy odpowiedzieć sobie już w pojedynkę.


Anna Musiał

Wyd. NAUMOV CEE, Poznań 2016

Komentarze

Popularne posty