gęsty jak smoła grudzień

Przejęłam się fotografem, którego najpewniej za zbyt odważne pokazywanie tego, czego pokazywać przecież nie wolno, zgarnęły krajowe służby bezpieczeństwa. Chińskie służby bezpieczeństwa, co w kontekście kraju komunistycznego, brzmi jednak złowieszczo. Przejęłam się, po prostu. Męczy mnie świadomość, że tyle jest miejsc, do których nie wolno nam zajrzeć nie z powodu ich ochrony, ale z powodu tego, co możemy zobaczyć. Po czym dobrze poznać kraj, jeśli nie po tym, jak radzi sobie z biedą, z problemami. Po czym dobrze poznać człowieka, jeśli nie po tym samym. Piękne obrazki, słońce odbite w wodzie, szczęśliwe twarze są w cenie. Czy coś, co jest na sprzedaż, może kogoś realnie uszczęśliwić? W tym roku niosę w sobie wyjątkowy opór przed świętami, ich celebracją, zakupoholizmem. Coraz częściej zaglądam w oczy głodnym ludziom, dzieciom, które wcale nie marzą o prezentach, ale o bezpiecznej przystani. Nie potrafię już wkładać do koszyka ozdób, zabawek, gadżetów. Zgodnie pozbywamy się dotychczasowych. Tłumaczę sobie, że to przychodzi z wiekiem, jest objawem dojrzałości. Czuję się przez to bogatsza i pełniejsza jako człowiek, trochę bardziej kompletna. Nabieram apetytu na dialog, wyciągam rękę do tych, którzy podobnie z szacunkiem i akceptacją podchodzą do mnie i do świata. Uczę się ludzi. Zaczynam nadganiać zaległości korespondencyjne, choć z tyłu głowy szumi mi myśl, że znów kogoś stracę. Napiszę za późno, nie wystarczę albo nie wystarczy mi czasu. Grudzień miał być wytchnieniem, zaczął się podejrzanie ciężko, jakbyśmy wszyscy na moment stanęli w gęstej smole i nie bardzo wiedzieli, jak dalej ruszyć.

Komentarze

Popularne posty