wysoko zawieszona poprzeczka

Nawiązując do postu Magdaleny Gałkowskiej (swoją drogą ciekawie i zalotnie postawiona teza), zapytano mnie, czy również czuję się poetką pominiętą. Nie czuję. Publikowałam gdzie chciałam, publikowali mnie, gdzie chcieli. Książkę wydałam, a że na konkursy nie trafiła to w świetle okoliczności i samego wydawcy pominięcie żadne, mam za to do puszczenia w świat dwie kolejne (albo półtora, nie jestem jeszcze pewna), może się wydadzą, może nie. Nie odczuwam parcia na festiwale, spotkania, wychodzę z założenia, że skoro jedynie czasem zdarza mi się powiedzieć coś mądrego, lepiej dla mnie i dla wszystkich, że częstotliwość tego powiadania jest na stałym (czyli niskim) poziomie. Bez kokieterii, żal mi trochę ładnych, towarzyskich zdjęć godnych prawdziwej a nie podrabianej poetki, ale zjeść ciastko i mieć ciastko można tylko wtedy, gdy kupi się dwa. Do dwóch chyba jeszcze nie dorosłam, więc narzekać nie wypada. W ciągu ostatniego 1,5 roku współpracy z Babińcem Literackim rozwinęła się u mnie iście humanistyczna sympatia do piszących wszelkiej masy, płci i rasy, jednak wraz z ową sympatią w pakiecie przyszło rozczarowanie, że wiele z tych podziwianych i szanowanych osób, o których mówimy, że niosą kaganek kultury, z taką łatwością pluska się w szlamie, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. Co wówczas dzieje się z pomijaniem? Ale! Podobno nie my wybieramy naszą ścieżkę, ale to ścieżka prowadzi nas ku celom jeszcze nieznanym. Im dłużej obserwuję, tym częściej jednak widzę, ilu spośród towarzyszy tej podróży, aby ustawić wyimaginowaną poprzeczkę, musi wpierw użyć innych do jej podpierania. Jeśli nie-pominięcie miałoby się wiązać z zabawą, kto komu wykopie głębszy dołek, nie jestem zainteresowana.

Komentarze

  1. Czuję się tak, jak chcę czuć :) czyli dobrze. Najchętniej fotografując oceaniczną ciszę, pustkowie. Lubię to, co robię. Dzięki temu pewnie nie czuję się pominięta, wręcz przeciwnie, czasami wydaje się, że zainteresowanie mną jest zbyt przesadne, wtedy siadam w kącie i czekam aż wszystko dookoła ucichnie. Harmonia, tego oczekuję od otoczenia. Jesteśmy kim chcemy być, tak to widzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I widzisz to pięknie (co wcale mnie nie zaskakuje)! Mam podobne odczucia, zwłaszcza z tym przeczekaniem - na co komu szum i hałas, pełna sala lub wręcz sala chwały, kiedy do bycia obecnym wystarcza bycie - nawet jeśli sam na sam. Obecność jako przeciwieństwo pomijania, wybieram.

      Usuń
  2. Dobre! Dwóch ciastek i braku dołków życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z unikaniem dołków może być ciężko, ale dziękuję.

      Usuń
  3. juz samo to pytanie na poczatku Twojego tekstu jest niewarte odpowiedzi...ludzie sa jacy sa i musimy z tym zyc. ale o tym jacy my jestesmy decydujemy sami i to jest piekne. No moze tyle sily nie mamy aby czuc sie tak jak chcemy czyli dobrze :)))) ale rzeczywiscie potrafimy dostrzec w oku innego czlowieka diabla i wtedy powinnismy go ignorowac ;))) pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też kwestia priorytetów i oczekiwań, jeśli ktoś oczekuje konkretnych reakcji i wydarzeń związanych ze swoją działalnością, może czuć się pomijany, rozczarowany. Dla mnie priorytetem nigdy nie było pokazywanie się, chciałam, by w świat szła moja poezja (a nie ja) - w ten czy inny sposób, można powiedzieć, że jestem spełniona. Pozdrawiam! :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty