poniedziałek, wtorek, środa / #1

[Poniedziałek ma zapach przypalonego mleka.]

Wychodzi na to, że częstotliwość przeprowadzania generalnego remontu wcale nie zależy od zasobności portfela, ale od poziomu antypatii wobec sąsiadów. Drugi zaawansowany remont mieszkania w ciągu ledwie paru lat sugeruje, że stopień nienawiści musi być wyjątkowo wysoki i najwyraźniej nadal rośnie, co objawia się m.in. zwiększeniem liczby jednocześnie używanych wiertarek. [sic!] Okazuję się, że brak możliwości przeprowadzenia rozmowy telefonicznej ma swoje plusy. Nie trzeba tłumaczyć się upierdliwemu sprzedawcy, ankieterowi ani nawet skupiać na pisaniu, choć akurat tutaj wypadałoby poczynić pewne postępy i skoro powiedziało się już "a", to teraz należałoby powiedzieć "ą". Można też skupić się na czytaniu, bynajmniej nie żenujących komentarzy kolejnego już osobnika, który myśli, że wybujałym ego wyleczy grafomanki z pisania, ale posta podsumowującego ten gorący temat. Jego autorka na pewno nie musi się martwić, że zostanie feministką, której trzeba cokolwiek tłumaczyć. Jeśli solidarności jajników nigdy nie było, to może teraz będzie?

[Wtorek przygotowuje na kolejne tąpnięcie.]

Nadal jest głośno i ten hałas nie pozwala się skupić. Przymykamy oczy, masujemy skronie próbując odpędzić nieznośny ból głowy. Odbywamy przy tym dziwaczne podróże między wirtualnymi wszechświatami, dzielimy się wiedzą i oczekujemy, że znajdziemy poparcie tam, gdzie go nie ma. Dopuszczam do siebie myśl, że jest już za późno, za głośno, a atmosferę podgrzano do takiego stopnia, że ochłodzenie jej stanie się wkrótce niemożliwe, ale wciąż łudzę się, że istnieje coś pomiędzy skrajnościami, trzeci wymiar, do którego dostęp mają umysły otwarte, ale nie bezkrytyczne. Nie ma we mnie zgody na bezwolne niszczenie środowiska, ale nie ma też przyzwolenia na nienawiść, bez względu na to, gdzie i w kogo ona uderza. Rozwiązaniem zawsze jest reakcja, ale ta pozbawiona agresji i potrzeby zemsty, taka, która odchodzi od szczucia jednych na drugich, a stanowczo blokuje wszystkie ścieżki prowadzące do tego, co dzieje się teraz, czyli jednego wielkiego bałaganu, w którym co rusz pojawia się nowy agresor bądź nowy obrońca. Jednak póki co musi minąć jeszcze kilka głośnych dni, po których trzeba będzie nauczyć się oddychać na nowo.

[Środa przypomina o przykrych konsekwencjach niedoboru żelaza.]

Jeśli w grę nie wchodzi załatwianie wspólnych interesów, nie ma między nami mowy o solidarności. Ręka ręki nie myje, co najwyżej może ją subtelnie przyciąć - a to palec szufladą, a to dłoń szafką. Stosunki między nami są tak czysto teoretyczne jak myśl, że niebo nad naszymi głowami jest w istocie zamkniętą strukturą, firmamentem, na którym możemy zawiesić oko i niespełnione marzenia; do którego możemy wysłać błagalne lub dziękczynne modlitwy. Denerwuje mnie to rozedrganie, dalece posunięta niekonsekwencja i przedziwna chęć wkładania kija w mrowisko, do którego chcąc nie chcąc należy się, tylko po to, by później z właściwym sobie ironicznym uśmieszkiem, cichcem ze wszystkiego się wycofać. Szanuję stawanie po stronie słuszności, nie trawię specyficznego medykamentu w postaci solidarności selektywnej ani pozornego uzdrowienia za pomocą zachowań pasywno-agresywnych. Abstrahując jednak nieco od tematu, kiedy Krystyna Prońko śpiewała "jesteś lekiem na całe zło (...)" [Krystyna Prońko - Jesteś lekiem na całe zło], nie mogła przecież nie wiedzieć, że to zwykły marketingowy bullshit. Mogła?

AM

Patyczaki, Marek Musiał 'Armisch'

Komentarze

  1. Fajne spojrzenie na patyczaki. Wciąż staram się lubić ludzi i jestem za umiarem. W każdej dziedzinie i sytuacji. Wielu o tym nie pamięta i jest jak jest. Oczywiście byłoby idealnie jakby każdy nad sobą pracował.
    Świadomi życia nie doprowadzilibyśmy Ziemi do takiego momentu, gdzie tony śmieci nas zalewają... Świadomi życia, jego wrażliwości, szanowalibyście się wzajemnie. Pozdrawiam ciepło 🦏😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mój słownik w telefonie. Oczywiście szanowalibyśmy się wzajemnie.

      Usuń
    2. Gdzieś podskórnie znajduję analogię w tym zaśmiecaniu środowisk - bez względu na to, czy mowa o Ziemi, czy poezji / literaturze. Schemat jest bardzo podobny, zaczyna się od zapatrzenia, potem robi się bałagan, na końcu płacz i zgrzytanie zębami. Chciałoby się unikać, ale czy można unikać wszystkiego?

      Może doczekam się kiedyś czasów, że zamiast przepadania ze skrajności w skrajność, ludzie jednak solidarnie wypracują jakiś kompromis - ale wiesz, co mówią o nadziei.

      [cudowny ten nosorożec!] :*

      Usuń
    3. wiem, co mówią, ale wolę mieć nadzieję :) jednak

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty