zatracenie

Uczę się obecności i jednocześnie obecność tę zatracam. Patrzysz na mnie z góry, choć jeszcze niedawno zarzekałaś się, że ulepisz dla mnie nowy horyzont. Nigdy nie pytałam, co byłoby za nim - ile snów pochowałabyś poza zasięgiem wzroku, ilu ludzi upchnęłabyś tam, bym nie widziała. Nauczyłaś się już odchodzić, ale wciąż wracasz do mnie nocami, łasisz się jak kot proszący o pieszczotę. Obie wiemy, że obce łóżka pachną jakoś inaczej, nie szkodzi. Jest za gorąco, żeby spać. Opuszkami palców badamy przejścia między nocą a dniem, oglądamy narodziny kolejnych słońc. Nie jestem pewna, czy potrafię wszystko zapamiętać, umykają mi kolejne godziny i czasami nie wiem, czy jeszcze jestem tutaj, obok, czy jakaś część mnie odchodzi razem z tobą. Rozmieniam się na drobne, dzielę na cząstki. Nie wracam do stanu wyjściowego.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty