moje oczy są nadal zielone

Odpoczęłam w zieleni. Mieniące się nią listki, młode pędy i sadzonki drzew, którymi zastąpiono niedawno wykarczowany fragment lasu, ładują mi baterie. Chodzę po lesie wolnym krokiem i chłonę, karmię się spokojem. Od jakiegoś czasu za oknem odwiedza nas mała sikorka, parę dni temu przyniosła nam posiłek. Kiedy śpiewa, nawet nasza kotka grzecznie przesiaduje przy oknie i słucha - ot, taka przyjaźń ponad podziałami. Wiosną zawsze jestem bliżej ziemi, więcej widzę i rozumiem. Od lat nie zrywam liści i kwiatów, nie łamię gałązek dla zabawy, przekazuję to dalej. Chyba z wiekiem w człowieku buduje się jakieś specjalne miejsce, jedni wykorzystują je dla wiary, inni dla celebracji życia. Wczoraj znów uświadomiliśmy sobie, że przecież żyje się tylko raz, więc dlaczego ludzie wciąż boją się bycia sobą. Wertują kalendarze, zmuszają się do kontaktów, oglądają jedynie świat oddalony o tysiące kilometrów z perspektywy wycieczek zorganizowanych. Nie dostrzegają źdźbła trawy, biedronki na ramieniu, czują jedynie smród spalin i smog unoszący się zaraz po świcie nad miastem. Widzę go czasem z okna, niekiedy dochodzi mnie jego przykry zapach. Odwracam się wtedy w stronę lasu, zostawiam miasto za plecami. Spędzam czas nie patrząc na zegarek, a kiedy wracam do domu wiem, że znów jestem lepszą wersją siebie.

Komentarze

  1. Dobrze jest widzieć i czuć. Bliskość lasu i zrozumienie życia. Krok od wolności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jeszcze trochę zaskakuje ta wolność bez zobowiązań, ludzi, hejtu i nawet wi-fi. Oddycham. Tylko potem trzeba wrócić do tzw. rzeczywistości.

      Usuń
    2. Nawet w rzeczywistości udaje się stronić od niefajnych ludzi, hejtu, czy słabych dyskusji i niczym, tylko nie należy spoglądać w ich stronę.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty