wydrapać oczy diabłom*

she don't like slavery, she won't sit and beg
but when I'm tired and lonely she sees me to bed (...)
/ Billy Idol, Rebel Yell

Dyskusja o promowaniu przez Empik i media książek poetyckich o wątpliwej wartości artystycznej zbliża się do punktu kulminacyjnego. Po jednej stronie barykady stoją poeci niszowi, niezrzeszeni i zrzeszeni w przeróżnych środowiskach, grupach ‒ po drugiej ci, którzy promocją medialną budują ścieżkę do osobistego sukcesu. Sukcesu liczonego podobno nie w złotówkach na koncie, ale w ilości osób zainteresowanych ich twórczością. Pozostawanie neutralnym w tym konflikcie jest chyba dłużej niemożliwe.


I tak oto mamy artystów niezrozumianych, artystów kompletnych (kompletnie niezrozumianych) i zwyczajnych grafomanów, którzy swoją niby-twórczością próbują napędzić nie tylko polską gospodarkę literacką, ale i liczebność kliknięć na portalach społecznościowych. Liczących się tylko wówczas, gdy mają odpowiednią ilość udostępnień i zasięgu. Ci ostatni, tworzący podobno-poezję, publikowaną z błędami stylistycznymi, interpunkcyjnymi, zalewają polski rynek zmuszając artystów niszowych, by zaczęli się wreszcie jawnie buntować. Przeciwko komu i czemu? Innym piszącym? Nie. Przeciwko wydawnictwom i wydawcom promującym kicz i chałę literacką, zamiast jedynej i prawdziwej poezji, wydzieranej z cierpiących serc poetów katorżniczą pracą w zaciszu obskurnych mieszkań, w otoczeniu sypiącego się ze ścian tynku i niedającego się wywietrzyć aromatu papierosowego dymu po poprzednim właścicielu, który wziął i umarł.

Ale kogo to właściwie obchodzi. Poeci-buntownicy są przecież przegrywami, którzy się nie dorobili, nie stać ich na wydanie i teraz jęczą po kątach zazdroszcząc i bijąc pianę. A zazdroszczą tym, którzy naśladując zachodnie (choć chciałoby się powiedzieć: ogólnoświatowe), modne style insta-poezji, jej krótką formę i powierzchowność, dostosowali się do pędzącego strumyka trendu kiczu. Popkultury, która porzuciwszy już całkowicie wyeksploatowaną strefę muzyki i prozy, postanowiła zagarnąć także poezję. Jedyne chyba odgałęzienie literackiego artyzmu, jakie się jeszcze przed nią broniło.

Gdzie leży prawda i słuszność poetycka? W kieszeniach wydawców, którzy może nie do końca zdają sobie sprawę, jaka odpowiedzialność na nich ciąży? Jak z powodu ich chęci zysku i zapatrzenia na złote monety, kształtują polską literaturę w kierunku bylejakości, pognębiając tych twórców, którzy z różnych względów nie siedzą nikomu w kieszeni, nie piją z nimi winka lub nie mogą sobie pozwolić na finansowanie wydania? A może to poeci, którzy ośmielają się nie podzielać zdania tysięcy lub milionów kanapowych znawców sztuki, krytyków literackich rodem z facebookowych grup dla początkujących, podobnie jak to miało miejsce w przypadku himalaistów, stoją po prostu po niewłaściwej stronie i piszą coś, czego nikt, funkcjonujący w normalny i zdrowy sposób, po prostu nie rozumie?

Ekrany laptopów i smartfonów zaburzają przepływ emocji. Piszący zapominają jak to jest być czytelnikiem, czytelnicy nie mają bladego pojęcia jak to jest być piszącym. W środku tego wszystkiego ferment sieją grasanci chcący zapanować nad cudzym terytorium. A przecież tak dobrze byłoby żyć sobie razem na jednej literackiej ziemi, mając równe szanse ‒ na wydanie, na promocję. Na czytelnictwo. Bo tylko wtedy można by porównać, czy sztuka dziś dostępna dla każdego, popkulturowa, aby na pewno ma szanse wyprzeć tę niszową, wymagającą używania szarych komórek przez czas dłuższy niż dziesięć sekund. A może to tylko chwilowa moda, która przypłynęła do nas zza oceanu i po krótkiej, może paroletniej fali napływu młodych twórców budujących swój fejm na botach Instagrama, jednak osłabnie? Kto wówczas wypełni lukę i z kim będą się bić prawdziwi poeci? Po kogo wówczas sięgną spadający w rubryczkach i statystykach obrazujących zyski, wydawcy?

Moja wypracowywana latami neutralność zaczyna słabnąć, literaturze zagraża swoista uniwersalizacja poezji. Stanie po tej trzeciej stronie konfliktu, po stronie jakości, wydaje się być dzisiaj nieosiągalnym marzeniem. Z jednej strony artyści kompletni, których zrozumieć można dopiero po rozeznaniu się w całokształcie ich twórczości, osobowości, inkarnacji. Z drugiej popkulturowa masa grafomańska, z nieznanego nikomu powodu promowana profesjonalnie zaprojektowanymi kampaniami reklamowymi, sięgająca tam, gdzie jedyna, prawdziwa i słuszna poezja nie sięga lub może po prostu wstydzi się sięgać. Gdzie? Do serca prostego, szarego człowieka, który to odrobiny poezji potrzebuje chyba najbardziej.

Obie strony dyskusji odnoszą się do argumentów w pewnym stopniu słusznych. Popularni z tylko sobie znanych powodów chcą być poetami, poeci drwią sobie z popularności, za którą nie stoi jakość i w zasadzie to tę stronę rozumiem i popieram bardziej. Istnieje jednak we mnie obawa, że choć konflikt między twórcami zdaje się być nieunikniony, to trwać będzie jedynie dopóty, dopóki pod każdym tematycznym postem na Facebooku wyświetlać się będą powiadomienia o komentarzu. A potem? Pozostaje wierzyć, że poza nakręceniem medialnego szumu i zysków dla wspomnianych grafomanów, cokolwiek się jeszcze zmieni.

---------------------------------------------------------------------------------
* "A jeśli będzie trzeba, to i ja wydrapię oczy wszystkim diabłom." / Kaja Kowalewska

Komentarze

  1. Świetne zdjęcie. A wiesz, życzę Ci tylko interesujących lektur i żeby nas to wszystko obchodziło bokiem. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy uważasz, że neutralność to obchodzenie czegoś bokiem lub brak zainteresowania tematem? Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie. Neutralność pozwala na obserwację, wyciąganie wniosków, z dala od fermentu i hejtu, jaki miałam dziś okazję zaobserwować na Facebooku. Jedni wciągają drugich w tę grę, zapominając, o co w niej naprawdę chodzi. Tworzą się obozy, ci przeciw tamtym, zamiast logicznie ze sobą rozmawiać i wypracowywać ścieżkę do osiągnięcia wspólnego celu. Nie wiem, czym są interesujące lektury, bo w zasadzie każda taką jest i każda prowadzi do jakiś wniosków. Dzielenie ich na mniej czy bardziej warte uwagi skreśla i czytelnika i piszącego przed pierwszą stroną. Pozdrawiam, Małgorzato

      Usuń
  2. A ja chcę stać po tej trzeciej stronie. Robić jakość, bez błędów. A przede wszystkim trafiać do mas. Uczyć. Od prostego słowa, zdania, zbliżenia, poprzez sound lingwizm i inne "wyszukane wariacje": neoturpizm, realizm magiczny, inter i under(wiersz). Aż do.

    PS
    Moje "diabły" tutaj. Miło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzecia strona ma zalety, ale i wady. Czasem ludziom wydaje się, że neutralność to obojętność i wtedy wyrażenie opinii może dotykać lub budzić sprzeczne emocje. Jeśli się wczytać, w moim tekście można dostrzec ironię, ale nie hejt. Każdy robi, co uważa za słuszne, fajniej by jednak było, gdyby szanse były nieco bardziej wyrównane i gdyby jedni nie przydeptywali po drodze drugich - ale czy walka o sprawiedliwość ma swój kres? Kto z nas jest tym "właściwym" buntownikiem? Oto są pytania! : )

      Usuń
    2. Dlatego ja nigdy nie zamykam lirycznych furtek, a jeśli zamykam, to otwieram okna ;)

      Usuń
    3. Te wszystkie furtki dokądś prowadzą, dobrze je poznać nim zdecyduje się zamknąć którąkolwiek. AM

      Usuń
  3. "Neutralność to wyciąganie wniosków i obserwacja" - dobrze to podsumowałaś.
    Nigdy nie rozumiałam tych walk w środowiskach osób piszących. Mnie się wydaję, że o to nie trzeba się bić, niech czytelnicy wybierają treści, które z jakiś powodów są dla nich ciekawe i cenne.
    Piszący niech tworzą i pozwolą tworzyć innym. Jedni i drudzy wciąż się czegoś uczą i w jakiś sposób kształtują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że tak. Choć to działa do momentu, w którym obie strony mogą się od siebie uczyć, a to, co jest prezentowane, działa jakkolwiek stymulująco. Kłopotliwa w tym konflikcie jest jednak nie tylko jakość niektórych bestsellerów, ale też stosunek wzajemny twórców i wydawców. Ja zwierzem marketingowym nie jestem, cenię sobie spokój i w tym spokoju jest mi zwykle najlepiej.

      Dzięki za odwiedziny : )

      Usuń
    2. Mnie też się wydaje, że spokój jest kluczem. Dla twórców zwłaszcza.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. A ja myślę, że kluczem jest szacunek. Dla twórcy, dla czytelnika i przede wszystkim dla drugiego człowieka.
      To jest elementarna rzecz. Szanować uczucia innych, prawo bycia sobą czy prawo do odmiennych poglądów. Każdy ma prawo pisać swoje, choćby pół świata uważało to za kicz, ma prawo wyrazić swoje emocje (tu zadanie wydawców - selekcja, czy coś należy wydać i promować czy zostawić w szufladzie twórcy).
      Wśród literatury wartościowej, czyli wolnej od błędów, wnoszącej coś dla czytelnika (szeroko rozumiane coś) każdy twórca pisze inaczej, gdyby wszyscy robili to tak samo, literatura nie miałaby sensu. Każdy czytelnik może znaleźć coś dla siebie.
      Nie można hejtować twórcy, tylko dlatego że nie tworzy tak jak ja, czy tak jak ja bym tego chciała. Nie można obrażać czytelnika, bo wybiera poetę A czy poetę B. Choćby czytał " harlekiny" czy Greya (wiem Soniu, że lubisz, ja nie, dyskutowałyśmy kiedyś o tym i szanowałam Twój czytelniczy gust), to lepiej by cokolwiek czytał niż nic.
      Na tym polega szacunek. Tak jak w życiu prywatnym z szacunku do przeszłości nie powinno się stawać przeciw komu niegdyś bliskiemu, bratać z wrogiem. Jak nie powinno się krzywdzić najbliższych, rodziny, nawet kiedy zranili. Tak w literaturze trzeba szanować wybór drogi pisarskiej czy różne gusta czytelników.
      Pozdrawiam wszystkich uczestników dyskusji.

      Usuń
    4. Witam i dziękuję za udział w dyskusji.
      Szacunek dla twórczości jest rzeczą oczywistą, pytanie co przez miano szacunku rozumiemy - czy bezgraniczną ufność w twórczość i jej jakość, czy jedynie tolerancję dla jej istnienia? Chyba nikt z nas nie chciałby, aby np. w szkołach nauczano na podstawie wadliwych, nielogicznych działań czy tekstów i zasłaniano się szacunkiem dla ich autora.
      Jeśli natomiast chodzi o hejt, słowo to stało się nie tylko modne, ale i wyeksploatowane - teraz hejtem jest każda, nawet konstruktywna krytyka, a z tym walczyć trudno. Zwłaszcza w przypadku twórczości. Artyści powinni mieć w sobie nieco więcej samodyscypliny i samokrytyki, by potrafić odróżnić jedno od drugiego. Problemem jest szeroko pojmowana wrażliwość i nadwrażliwość obu stron sporu. Ja posłużyłam się ironią, jednak hejtowaniu w dosłownym słowa znaczeniu jestem przeciwna.

      Pozdrawiam serdecznie,
      AM

      Usuń
    5. Szacunek do twórczości objawia się na pewno tolerancją. Nie wszystko, co ja kocham, będzie uwielbiane przez innych. Nie wszystko, co uważam za beznadziejne, takie jest. Rzecz gustu, preferencji czytelniczych, dojrzałości emocjonalnej, a także poziomu intelektualnego. Spójrzmy prawdzie w oczy, nie każdy przełknie Przybosia czy Herberta. Szkoły powinny zachować dobry poziom oczywiście, pokazywać różne drogi. Ale nie oczekujmy, że każdy członek społeczeństwa będzie wieczorami czytał wiersze, posiłkując się  słownikiem wyrazów obcych. Mnie samą potrafi zachwycić niezwykła forma wiersza, uwielbiam np. turpizm, ale potrafię się zatrzymać nad zgrabnym zdaniem znalezionym na Facebooku anonimowego autora. Czasem bowiem prostota bywa trudna. By proste słowa połączyć tak, by wyszło coś niezwykłego.

      Co do hejtu. Hejt bardzo łatwo odróżnić od ironii (w Twoim tekście) czy konstruktywnej krytyki. Doskonały przykład hejtu był na Twoim blogu w komentarzach. Poetka Małgorzata personalnie obraziła "filolożki z Łodzi", podważyła wykształcenie, twórcę i czytelników nazwała wręcz głupimi i discopolowymi. Nie była to konstruktywna krytyka, bo nie szły za nią żadne argumenty. Nie było tu poważnej dyskusji o danym wierszu, danej książce poetyckiej. Kiedy ktoś obraża innego twórcę, nawet nie zapoznając się z tematem, książkami, nie podejmuje rozmowy to nie można tego inaczej nazwać, jak hejtem. Ciekawe mogą być przyczyny takich zachowań. Bo może to być kompleks wykształcenia, uraza osobista lub zwykła zazdrość. Inaczej hejtu nie można wytłumaczyć.

      Kolejnym ważnym tematem jest wkładanie wszystkich do jednego worka. Dzielenie murem starego i nowego. Prawda jest taka, że wśród nazwisk świata poetyckiego, ludzi po "starej strony barykady" znajdziemy świetnie piszących,  ale i kompletnie nieradzących sobie z słowem  (z szacunku właśnie bez personaliów). Wśród poetów nowego pokolenia, wykorzystujących nowe media do tego, by dotrzeć do czytelnika też znajdziemy "małe koszmary" np. z błędami, ale i świetnie piszących. Jedynym wyjściem i sposobem jest poznanie, czytanie, dyskutowanie i niezamykanie drzwi.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
    6. Odbiorca poezji jest odbiorcą bardzo wybrednym, z często nie do końca ukształtowanym gustem literackim, więc przymus ograniczania go do tylko jednego, pozornie słusznego gatunku jest błędem na samym wstępie. To fakt. Ale faktem też jest, że słabej jakości poetyka, która szerzona przez nieświadome masy młodych twórców / odtwórców, stanowi swoiste zagrożenie na przyszłość. Zagrożenie, że poezja zejdzie do, proszę wybaczyć, jednak swoistego rynsztoka, w którym przepływać będą niezliczone ilości nic nie wartych przemyśleń o pączkach, zajączkach i miłości porównywanej do słoneczka. Oczywiście, piszący mają do tego prawo, a wydawcy podejmują świadome decyzje o wydawaniu tego rodzaju poetyki. Jednak ja stoję wciąż po stronie rozwoju, dążenia do jakości, której ów twórca nie będzie się wstydził za kilka, kilkadziesiąt nawet lat. I mnie się zdarzyły wiersze, których dziś bym już nie opublikowała (tych, których się wstydzę nie trzymam już nawet na dysku!), więc to nie jest tak, że mam tylko jakiś skoncentrowany i kategoryczny pogląd na wszystko lub wszystko już wiem. Wręcz przeciwnie, wciąż chłonę, zmieniam, uczę się i żal mi trochę, że zbyt wielu z nowoczesnych poetów / poetek, zachłannie broni swojego stanowiska i stylu jako jedynego słusznego. Ograniczając w ten sposób nie tylko dostęp do siebie, ale i własny rozwój.

      Wracając do tego nieszczęsnego hejtu. Jest mi przykro, że mój blog stał się jakimś, szczęśliwie chwilowym, terytorium walki i niezrozumienia, ale wciąż mam nadzieję, że nawet takie pojedyncze zdarzenie nie odstraszy nikogo od podejmowania dialogu. Nie chciałabym, by takie sytuacje się powtarzały - każdy kij ma bowiem dwa końce i czasem trudno opowiedzieć się po jakiejś stronie. Może to naiwne, ale póki mogę, będę się trzymać środka - i siebie.

      AM

      Usuń
    7. Szacunek. Przede wszystkim szacunek (do człowieka, do jego duszy). Nie opluwajmy się (wierszem, hejtem, jadem). Pozdrawiam wszystkich.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty