za tych, co wśród szczytów...

Małgorzata pisze o zmęczeniu. O zbiórce pieniędzy, o Himalajach. Wczytuję się w te słowa, kumuluję. Utożsamiam. Od kilku dni w tyle mojej głowy toczy się walka z negatywnymi komentarzami, z wołaniem o ratunek. Jestem pogodzona. Odległość nie odbiera mi człowieczeństwa, nie wywołuje we mnie potrzeby oceniania. Jest we mnie szacunek i nic tego nie zmieni. Napisałam wczoraj długą notkę na swojej facebookowej osi czasu, ale już po pierwszym komentarzu usunęłam. Wrzucam tutaj, tu chyba nikt nie będzie bruździł.

Nanga Parbat, National Geographic

Ten wpis miał się w ogóle nie pojawić, bo czasem lepiej jest milczeć. Ale tego, co się dzieje w mediach i na Fb, nie chcę zostawiać bez komentarza. Tygodnie oczekiwania i śledzenia wydarzeń, wpisów, wiadomości z obozu pod K2. Trzy dni przyglądania się postępom akcji ratunkowej. Sobota spędzona z relacją live na pięciu różnych kanałach (internetowych, trackerach, twitterze). I dziś, kiedy już wiadomo, że jest jak jest, mimo że chłopacy dali z siebie wszystko, kiedy czytam te wszystkie obrzydliwe komentarze, jest mi źle. Mam nadzieję, że Tomasz Mackiewicz, jeśli odszedł, to odchodził spełniony. Że wzmianki o osiągnięciu przez tę parę szczytu Nanga Parbat okażą się prawdziwe, bo to byłby nie tylko nasz, polski sukces, ale przede wszystkim jego. Mam też nadzieję, że Adam Bielecki poradzi sobie z kolejną falą hejtu, jaka na niego spływa – nie tylko tu, w rodzimym kraju, ale i na świecie. I że Elisabeth Revol wyjdzie z tego obronną ręką, bo to, czego ta kobieta tam dokonała, jak walczyła o siebie, zasługuje na niezaprzeczalny szacunek. 

I ja jestem z grupy tych, którzy od zawsze szanują i podziwiają himalaistów, wpinaczy. Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że gdybym miała wpływ na rzeczy, na które wpływu nie mam, już dawno wybrałabym być jedną z nich. Nie jestem ckliwa, nie jestem sentymentalna, niewiele rzeczy naprawdę mnie rusza, ale to ruszyło. I nie chodzi o to, by z poziomu ciepłego mieszkania, miękkiej kanapy, dostępu do internetu i pełnej lodówki kogokolwiek oceniać. Rozliczać. Nie rozliczamy żużlowców, kolarzy, pasjonatów jazdy konnej czy pływaków (zaufajcie mi, są ludzie, dla których z różnych względów nawet pływanie jawi się jako sport ekstremalny). Skąd więc w ludziach takie przyzwolenie w przypadku himalaistów? Tomasz Mackiewicz nie był przecież jedyny, nie był pierwszy i nie będzie ostatni. Ludzie popełniają błędy, potykają się, skaczą na główkę i łamią kręgosłup. Każde pokolenie ma swojego tragicznego bohatera, w zasadzie w każdej dziedzinie. Dla jednych to piosenkarz, który popełnił samobójstwo, dla innych poeta. Ludzie umierają, czasem robiąc to, co kochali, ale kim jesteśmy, by ich z tego rozliczać? Mam nadzieję, że nie znajdę wśród znajomych osób, które powiedzą sam jest sobie winny, samobójstwo na życzenie albo wspomną cokolwiek o podatkach. Nie miałabym dla nich szacunku. Nie mam go też dla tych, którzy na tej tragedii budują okolicznościowy PR próbując wpasować się w trend współczucia i chwilowego zainteresowania, podczas gdy cała sprawa rusza ich jak zeszłoroczny śnieg, a obchodzić przestanie dokładnie w momencie, w którym zniknie z pierwszych stron wirtualnych gazet (gdy skończy się żerowanie na rodzinie Mackiewicza).

I nie chodzi o to, by dzieci przestały marzyć o byciu Lewandowskim, a zaczęły o byciu Bieleckim, ale dobrze, kiedy choć przez kilka chwil w prasie mówią o ludziach rzeczywiście przekraczających granice niż o tych, którzy owe granice wyznaczają wartością swojej stylizacji czy stanem konta. Bo nawet jeśli okoliczności są, jakie są, może dobrze czasami wyjrzeć poza oparcie fotela, odstawić piwo i zamiast wrzeszczeć obraźliwe slogany na kibiców przeciwnej drużyny, uzmysłowić sobie, że są sytuacje, w których barwy tracą na znaczeniu, a człowiek jest dumny z bycia po prostu człowiekiem. Czasem więcej się nie da.

Moje myśli niezmiennie płyną wysoko i wciąż mam nadzieję, że szczerzący kły K2 zostanie zdobyty jeszcze tej zimy. Nie dla sławy i pieniędzy, nie z powodu nieodpowiedzialności czy głupoty. Dlaczego? - Bo tak. Czekam na ten dzień od momentu, kiedy ów szczyt był dla mnie tylko kilkucentymetrowym obrazkiem w grubszej niż moja noga encyklopedii.

"Ludzie dzielą się na dwa gatunki: tych, którym nie trzeba tłumaczyć, dlaczego chodzi się w góry i tych, którym się tego nie wytłumaczy." – Piotr Pustelnik


Za Małgorzatą podaję link do wartościowego artykułu z marca 2015 roku. Takiego, który temat porusza i z nim polemizuje, nie ocenia. Nie wycenia. Uruchamia wyobraźnię.

Komentarze

  1. Myślę w sobie, że każdy z nas ma swoje Himalaje, a ocenienie przychodzi zbyt łatwo... i nie chodzi tylko o ten przypadek, ale ogólnie, ludzie zapominają, że każdy człowiek ma prawo żyć jak lubi. Kto komu pomaga, za jaką cenę, czy na przekór wszystkiemu i innym - nie powinno być przedmiotem zawiści i plotek. Szanowanie wyborów, godzenie się, uznawanie ludzi i ich życia za wartościowe, tego co robią dla siebie, dla innych, przychodzi niektórym osobom z wielkim trudem. Nie rozumiem ludzi. to chyba już taka moja uroda. Ale pomoc Michałowi uważam za słuszną i konieczną, więc robię tyle ile mogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą. Z jednej strony usprawiedliwiam to sobie tym, że człowiek jest sumą doświadczeń, a ludzie doświadczają nierówno. Czas to kiepski wyznacznik, kiepski nauczyciel, jeśli wypełniony jest tylko tym, co bezwartościowe. Czasem dziesięciolatek ma w sobie więcej empatii niż czterdziestolatek i więcej. Pomaganie powinno być proste, to się po prostu robi albo nie. Nie wydaje mi się, by ktokolwiek miał prawo do oceny i wyceny, czy jednemu warto bardziej, a drugiemu mniej. Ani tym bardziej jak to się robi.

      Wybacz, że ja tak od Ciebie zaczęłam, nie chodziło o żadne wytykanie, przywoływanie. Tę notkę miałam w częściach od wczoraj, nie umiałam jej skleić. Wydaje mi się, że za pomocą tych kilku zdań sprawiłaś, że wszystko połączyło mi się w całość. Dziękuję.

      Usuń
    2. Ależ nie mam co Ci wybaczać, dziękuję, że wspomniałaś o Michale. On jeszcze żyje, możemy mu pomóc nagłaśniając jego zrzutkę. Człowiek umiera na oczach innych osób. Nie ma renty, bo pracował na śmieciówkach, mimo że ma najgorszy przypadek SM. Jest bezsilny w tym wszystkim. Więc kto, jak nie my?! Nie znam go osobiście, ale Monika z bloga Skorpion w Rosole zna i to mi wystarczyło... Pozwalam sobie Aniu i teraz to Ty wybacz mnie.

      "Michał choruje dopiero od dwóch lat. I to na najgorszą formę SM. Opisałam jego historię. Zachorował w wieku 35 lat, ze zwykłego faceta stał się upadającym po dwóch krokach staruszkiem. Ma oczopląs, problemy ze wszystkim, nie może już nawet czytać. On wyjeżdża na takie turnusy tylko w marcu. Raptem... drugi raz. Poznałam go w listopadzie 2016 w sanatorium. Tylko ja do niego podeszłam, inni patrzyli przerażenie jak młody, dwumetrowy facet z balkonikiem patrzy w podłogę.
      A nie ma renty, mimo przyznania największego stopnia niepełnosprawności, bo pracował cały czas na śmieciówkach. Ma 153 złote zasiłku na siebie i czuje się darmozjadem. I to nie on prosi o pomoc, tylko ja dla niego. Od roku z hakiem, non stop.

      Wklejam, Małgosiu mogę?
      https://skorpionwrosole.blogspot.com/2017/01/235-sos-dla-michaa.html
      https://skorpionwrosole.blogspot.com/2018/01/254-tu-sie-spiewa-i-tanczy.html"

      Usuń
    3. Ja wiem jak to jest, ten znajomy - nawet znajomy znajomego - jest zawsze bliżej nas i choć człowiek pomaga jak może, to w takich sytuacjach zawsze jest jakoś bardziej, mocniej. W całej tej sprawie, w moim wpisie również, chodzi o pomaganie, więc jeśli miałabym się obrażać za to, że korzystasz z okazji, musiałabym być hipokrytką. Nie jestem. Chciałabym jedynie móc pomagać wszystkim choć trochę... bardziej.

      Ściskam Ciebie, Michała, trzymam kciuki.

      Usuń
    4. Dziękuję Aniu. Uściski ciepłe i dla Ciebie :)

      Usuń
  2. ...a mnie przyszło do głowy porównanie z Jimem Morrisonem__ chociaż Jima od gór dzieliły całe światy::: Ale można na niego spojrzeć jak na człowieka, chcącego coś osiągnąć.
    __Jak bardzo jego postać fascynuje, jak długo trwać będzie kult Jima - Lidera The Doors, Jima - Poety, który przecież sam doprowadził do swojej śmierci. Powiedzmy otwarcie - zmarł jak śmieć, jak najzwyklejszy ćpun czy pijak. A jednak ...nikt nie śmie napisać słowa krytyki, właśnie ze wzglądu na niesamowite teksty, które wyśpiewywał, albo czasem wykrzykiwał na scenie. ...i tylko ze względu na to, co po sobie pozostawił, wśród odbiorców Morrisonowych pieśni zapada pełne szycunku milczenie...
    __Teraz można by się zastanowić ile wysiłku kosztuje napisanie hymnu, pieśni, czy dobrego wiersza, a ile wejście na przykład na Nanga Parbat. Kto się z tymi zadaniami zmierzy i przetrwa, a kto jest skazany na zagładę. Jim Morrison był jednym z największych anglojęzycznych poetów-pieśniarzy xx wieku, tak jak uhonorowany Nagrodą Nobla Bob Dylan. Jeden z nich przetrwał, miał więcej szczęścia albo siły, by żyć dalej, a drugi nie. Tak samo bracia Günther i Reinhold Messner, którzy dokonali pierwszego przejścia-przekroczenia Nanga Parbat w 1970 roku. Jeden z nich zapłacił za to osiągnięcie najwyższą cenę, drugi przeżył, był silniejszy - stał się jednym z największych himalaistów - pierwszym zdobywcą wszystkich ośmiotysięczników. Czyż nie jest teraz podobnie z Elisabeth i z Tomaszem? ...i tak jak wtedy na Reinholda, tak dziś sypie się krytyka z różnych stron.
    ___A akcja ratunkowa? Jak na to odpowiedzieć ...bo czy nie ratuje się narkomanów, gdy przedawkują i czy nie wyciąga się ich z rymsztoka? ...czyż nie ratuje się ofiar wypadków, nawet gdy ci sami je spowodowali, gnając szosą lub ulicą na złamanie karku? ...nie używamy śmigłowców, by ściągnąć lekkomyślnych turystów __np. gdzieś spod Śnieżki?

    __Nad grobami zapada pełne szacunku milczenie; tak powinno być zawsze

    David Es.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny i tak wyczerpujące podejście do tematu. W istocie, porównanie ze swoistym kultem Jima jest bardzo trafne, tak samo jest ze śmierciami wielu innych artystów, sportowców. Ludzie zawsze szukali i będą szukać wytłumaczenia, a jeśli przy okazji mogą kogoś uczcić lub wręcz przeciwnie, odebrać mu pośmiertnie godność, honor i zasługi, z pewnością sięgną i po to rozwiązanie.
      Polski himalaizm zakorzenił się w nas jako sport tragiczny, a nawet wielu nie nazywa go sportem, a głupotą, hobby, i wielu innymi inwektywami. Tymczasem kiedy osiągamy na tym polu sukces, a sukcesów tych było mnóstwo, nagle wszyscy przypisują go sobie jako naród i czerpią z niego, karmią się nim. Zostawmy więc ocenianie tym, którzy się na tym faktycznie znają, choć nawet to wykracza poza pewne granice, kiedy jest się w warunkach tak ekstremalnych. Kiedyś wylewali wiadra pomyj na innych, dziś wylewają je na Tomka, na Eli, nawet na ekipę ratunkową twierdząc, że nie poszli po Mackiewicza przez parcie na K2. A jakie prawo ma ... ktokolwiek, by rozliczać i karać za błędy tego, kto bronić się już nie może?

      Piękny cytat i piękne podsumowanie,
      AM

      Usuń
  3. Wiecie co, a mnie się zrobiło bardzo smutno... Otworzyła się puszka Pandory w związku z Himalajami. Poczytałam, jak właśnie Ci nasi bohaterowie niszczą góry, i zaczynam mieć zupełnie inne spojrzenie na całokształt wypraw. I napiszę coś, czego okropnie w sobie nie lubię, ludzie zniszczą wszystko w imię sławy, ambicji i dla mnie to jest niewytłumaczalne, sorry, ale nie. Otworzyła mi oczy przyjaciółka Pakistanka, opowiedziała, jak to właśnie ekspedycje i turyści nie interesują się, co się dzieje z ich odchodami, jak nie szanują miejsc, które eksplorują. Himalaje są najbrudniejszymi górami świata. Jednak, ja ponad wszystko stawiam przyrodę w moim życiu. Jednak i nie potrafię podziwiać ludzi, którzy mówią o miłości do gór, a jednocześnie przyczyniają się do degradacji środowiska. Nie styka mi to. Możecie się ze mną nie zgadzać, ale wszystko we mnie krzyczy, że to straszna obłuda opowiadać, jak jest pięknie, jak to wszystko w człowieku gra i buczy, bohaterstwo? Nie sądzę. Porzucone butle z gazem, namioty, sprzęt, to co ludzie wydalają... nie nie, nie próbujcie mnie nawet przekonywać, że himalaiści są bohaterami. Za ich sławą stoi coś, co w przyrodzie jest niewybaczalne. Wściekamy się na wycinkę drzew, na podpalanie lasów tropikalnych, na zanieczyszczanie oceanów... a z himalaistów robimy bohaterów. Przepraszam, ale nie mogę udawać, że nie widzę tego wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się zastanawiam skąd w ogóle wzięło się pojęcie, że wspinacze to bohaterzy (ja sama używam tego zwrotu w tej samej formie w jakiej używa się "podmiotu"). Bohaterami są ci, którzy idą na ratunek, ale medialne krzyki o bohaterstwie z racji spełniania jakiejś pasji? Nie popieram. To normalni ludzi, ale nie zasłużyli na pośmiertne mieszanie z błotem.

      Tematyka środowiska - rozumiem. Po części się z Tobą zgadzam, Małgorzato. Nie od dziś wiadomo, że Himalaje to śmietnik i cmentarz, nie trzeba nawet długo szukać, by zobaczyć. Ale każdy kij ma dwa końce i każdy temat trzeba przyjmować dwojako. Nie mierzyć ludzi jedną miarą, a jeśli chodzi o samego tragicznego bohatera tej opowieści, posłuchać co i jak mówił o byciu tam. O życiu. Czy my tu na dole jesteśmy w czymkolwiek lepsi? Mając śmietnik ludzie rzucają peta obok. Góry w tej kwestii są jednakie z parkową ścieżką i niedzielnym spacerem.

      Usuń
    2. Prowadzę inne życie Aniu, nie będę się na ten temat rozpisywała, bo nie o to chodzi. I nie przyjmuję tego tematu dwojako. Miłość do gór? Kosztem ich zanieczyszczania? Nie. Nie zgadzam się na wylewanie pomyj na ludzi, ale na góry również. Po Twojej odpowiedzi widzę, że się nie rozumiemy, ale to nie ma znaczenia i się tym nie przejmuj :) zmykam do zajęć, kisses.

      Usuń
    3. Skoro nie ma znaczenia, to co ja mogę więcej dodać? Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty