Cielesność w poezji jako Cud czy Anomalia?

O debiutanckim tomiku Katarzyny Zwolskiej-Płusy napisano i powiedziano już bardzo wiele, przez co wiedziałam, że zrecenzowanie go kilka miesięcy po premierze nie będzie łatwym zadaniem. Cud i Anomalia (Stowarzyszenie Żywych Poetów, Brzeg 2017) nie jest bowiem tomikiem, który się po prostu czyta i odkłada na półkę, ale takim, który odczuwa się całym sercem od pierwszego do ostatniego wersu. Szczególnie wówczas, gdy jest się kobietą.


Same rozważania na temat wielowymiarowej istoty własnej kobiecości zdają się być dla autorki tematem niezwykle ważnym, jeśli nie najważniejszym w całej książce. W Cudzie poznajemy więc dziewczynkę, kobietę, matkę, córkę i staruchę, a wszystkie te wcielenia personalizują się w jednym ciele. Koegzystują jedno obok drugiego. Kluczowym dla tego schematu i chyba najczęściej przywoływanym jest wiersz isis hekate diana, w którym autorka w niezwykle czytelny sposób inscenizuje powyższą złożoność.

                                                                      w trójcy jedyna, prawdziwa zmieniam się
                                                                      w co tylko chcę i jak chcę. a świat
                                                                      przyjmuje mnie z otwartymi ustami.
                                                                                                      isis hekate diana [str. 18]

Mimo podziału książki na dwie tytułowe części, w tomiku Katarzyny Zwolskiej-Płusy granica między Cudem a Anomalią wydaje się płynna, umowna. Oba wymiary łączą się i przenikają, a miejscami można odnieść wrażenie, że wynikają jeden z drugiego. Forma ta jest bardzo przemyślana, choć uniemożliwia jednoznaczne stwierdzenie, z którą z części w danej chwili obcujemy. Ogromną zaletą takiego przedsięwzięcia jest to, że nie tylko pozbawia ono czytelnika wrażenia przypadkowości, ale wręcz wywołuje w nim przekonanie o nierozerwalności tej poetyckiej, niemalże szkatułkowej kompozycji.

Jednak w mojej ocenie pierwszym, poważnym zderzeniem z wewnętrznym światem poetki, balansującym na granicy pozornego hiperrealizmu, jest utwór pt. hanna krall, sublokatorka [str. 15]. Autorka mówi w nim: inkarnowałam się w niej (...) / stałyśmy przecięte wzdłuż kręgosłupa tak długo / że nie utrzymał dwóch tych samych ciał / inkarnowała się we mnie. Ten niezwykle plastyczny opis bipolaryzacji, sprzeczności żyjących w jednym ciele i dzielących jedną fizyczność, prezentowany przez wprawne pióro autorki tomiku, jest bardzo intymnym i odważnym wyjściem poza dotychczasowy nawias. Być może jedną z pierwszych poważnych prób opuszczenia strefy komfortu. Spersonifikowany podmiot, zorientowany w swojej kondycji, godzi się w nim ze stanem rzeczy i akceptuje je. Wzywa wręcz: połącz się ze mną gdy przejdę obok / nie odstawaj jak pierś obojczyk i biodro. Takie wezwanie towarzyszy czytelnikowi także później, w części Anomalia, którą Zwolska-Płusa rozpoczyna od słów nie zrozumcie mnie / źle / byłoby gdybyście zrozumieli [***, str. 31]


Z kolei w wierszu dedykowanym Sarze, córce poetki, pt. pierwsza jesienna infekcja [str. 16] autorka obnaża nie tylko fragment swojego życia, ale też prezentuje bogaty świat głęboko zakorzenionych, niemal pierwotnych uczuć, związanych z macierzyństwem. Jest to element, który w tomiku pojawia się nader często i w różnych kombinacjach, ale tylko w tym utworze występuje w tak soczystej, a jednocześnie delikatnej i kameralnej wersji, przez co w mniej lub bardziej celowy sposób zobowiązuje czytelnika do obcowania nie tylko z intymnością podmiotu – matki, ale też z jej pozornie prozaicznymi zmaganiami z rzeczywistością i fizycznością – swoją oraz swoich najbliższych.

                                                   (...) twoje włosy mają kolor świtania,
                                                    układają się na mnie, zlepiają mi rzęsy,
                                                    więc widzę tylko ciebie. to znaczy, chcę powiedzieć,
                                                    widzę ciebie jasno.
                                                                                        pierwsza jesienna infekcja [str. 16]

I to właśnie ta uformowana w słowa cielesność staje się w tomiku bardzo wyraźnym kierunkowskazem dla czytelnika, a próbą rozliczenia się z przeszłością dla poetki. Zamknięcie pewnych doświadczeń w kanwie wiersza odbywa się nie tyle z racji chęci przepracowania i zapomnienia o niedoskonałościach ciała, co głównie z powodu ostatecznego okiełznania ich, oswojenia. Kiedy Zwolska-Płusa pisze: ubrania wiszą na obniżce / ramion odpowiednio / przebrane bo ciało ciałem / się stało chudym i niespokojnym [***, str. 38] czytelnik może tego ciała niemalże dotknąć, doświadczyć. Podobnie jest w utworze *** [str. 36] nieprzypadkowo dedykowanym wszystkim moim endo-przyjaciółkom: moje blizny śmieją się ze mnie / gdy przemieniam krew w ciało stałe

Kwintesencją owej cielesności tomu jest tytułowy utwór Cud i Anomalia [str. 50], który dzięki sprytnemu zabiegowi przeniesienia na koniec książki, stał się nie tylko niesamowitą puentą, ale i ustanowił zamknięcie, które w tak osobistym zbiorze jest niemal obligatoryjne.


W swoim bardzo dojrzałym i przemyślanym jak na debiutantkę tomiku, poetka unika przesady, przerysowania. Nie tworzy karykaturalnych postaci, a opiera się na rzeczywistych wydarzeniach i bohaterach ze swojego życia. Jest to cecha bardzo budująca, ponieważ daje nadzieję, że kolejne książki, których autorce bardzo życzę, będą nie mniej udane niż zaprezentowany zbiór. Co chciałabym również podkreślić, odwaga Katarzyny Zwolskiej-Płusy do sięgania głęboko w intymny świat i wydobywania na światło dzienne emocji, z jakimi przyszło się jej mierzyć, bardzo mnie urzekła. Odwaga ta bowiem jest potrzebna nie tylko poetce, ale też wielu innym kobietom, które w pewnym momencie swojego życia musiały zmierzyć się z podobnymi doświadczeniami. Z chorobą, utratą, z życiową traumą. 

To jednak tylko jeden z wielu powodów, dla których uważam, że tomik Cud i Anomalia powinien wejść do kanonu literatury polskiej jako sztandarowy przykład poezji kobiecej – kobiecej, czyli wartej przeczytania. Najważniejszym z nich jest po prostu niezaprzeczalny talent Katarzyny Zwolskiej-Płusy, którego rozkwitowi warto się przyglądać.

* Fanpage poetki – Katarzyna Zwolska-Płusa - autorka

Komentarze

  1. recenzja aż kusi do przeczytania tomiku Katarzyny Zwolskiej-Płusy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli kusi to bardzo dobrze :) Polecam z całego serducha.

      Usuń
  2. Aniu, zmotywowałaś mnie... usiądę w końcu i napiszę kilka zdań o wierszach Katarzyny, dałaś mi do myślenia. Dobrze się Ciebie czyta. Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, w pisaniu tych moich niby recenzji stawiam dopiero pierwsze kroki, a Twoja opinia ma dla mnie duże znaczenie : ) Do tomiku Kasi sama długo się zbierałam, choć wynikło to raczej z okoliczności i stanu ducha, niźli z braku chęci. Jestem ciekawa Twojej recenzji i spostrzeżeń : )

      Usuń
  3. Zachęcasz do poczytania.
    Dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty