29 sty 2018

za tych, co wśród szczytów...

Małgorzata pisze o zmęczeniu. O zbiórce pieniędzy, o Himalajach. Wczytuję się w te słowa, kumuluję. Utożsamiam. Od kilku dni w tyle mojej głowy toczy się walka z negatywnymi komentarzami, z wołaniem o ratunek. Jestem pogodzona. Odległość nie odbiera mi człowieczeństwa, nie wywołuje we mnie potrzeby oceniania. Jest we mnie szacunek i nic tego nie zmieni. Napisałam wczoraj długą notkę na swojej facebookowej osi czasu, ale już po pierwszym komentarzu usunęłam. Wrzucam tutaj, tu chyba nikt nie będzie bruździł.

Ten wpis miał się w ogóle nie pojawić, bo czasem lepiej jest milczeć. Ale tego, co się dzieje w mediach i na Fb, nie chcę zostawiać bez komentarza. Tygodnie oczekiwania i śledzenia wydarzeń, wpisów, wiadomości z obozu pod K2. Trzy dni przyglądania się postępom akcji ratunkowej. Sobota spędzona z relacją live na pięciu różnych kanałach (internetowych, trackerach, twitterze). I dziś, kiedy już wiadomo, że jest jak jest, mimo że chłopacy dali z siebie wszystko, kiedy czytam te wszystkie obrzydliwe komentarze, jest mi źle. Mam nadzieję, że Tomasz Mackiewicz, jeśli odszedł, to odchodził spełniony. Że wzmianki o osiągnięciu przez tę parę szczytu Nanga Parbat okażą się prawdziwe, bo to byłby nie tylko nasz, polski sukces, ale przede wszystkim jego. Mam też nadzieję, że Adam Bielecki poradzi sobie z kolejną falą hejtu, jaka na niego spływa – nie tylko tu, w rodzimym kraju, ale i na świecie. I że Elisabeth Revol wyjdzie z tego obronną ręką, bo to, czego ta kobieta tam dokonała, jak walczyła o siebie, zasługuje na niezaprzeczalny szacunek. 

I ja jestem z grupy tych, którzy od zawsze szanują i podziwiają himalaistów, wpinaczy. Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że gdybym miała wpływ na rzeczy, na które wpływu nie mam, już dawno wybrałabym być jedną z nich. Nie jestem ckliwa, nie jestem sentymentalna, niewiele rzeczy naprawdę mnie rusza, ale to ruszyło. I nie chodzi o to, by z poziomu ciepłego mieszkania, miękkiej kanapy, dostępu do internetu i pełnej lodówki kogokolwiek oceniać. Rozliczać. Nie rozliczamy żużlowców, kolarzy, pasjonatów jazdy konnej czy pływaków (zaufajcie mi, są ludzie, dla których z różnych względów nawet pływanie jawi się jako sport ekstremalny). Skąd więc w ludziach takie przyzwolenie w przypadku himalaistów? Tomasz Mackiewicz nie był przecież jedyny, nie był pierwszy i nie będzie ostatni. Ludzie popełniają błędy, potykają się, skaczą na główkę i łamią kręgosłup. Każde pokolenie ma swojego tragicznego bohatera, w zasadzie w każdej dziedzinie. Dla jednych to piosenkarz, który popełnił samobójstwo, dla innych poeta. Ludzie umierają, czasem robiąc to, co kochali, ale kim jesteśmy, by ich z tego rozliczać? Mam nadzieję, że nie znajdę wśród znajomych osób, które powiedzą sam jest sobie winny, samobójstwo na życzenie albo wspomną cokolwiek o podatkach. Nie miałabym dla nich szacunku. Nie mam go też dla tych, którzy na tej tragedii budują okolicznościowy PR próbując wpasować się w trend współczucia i chwilowego zainteresowania, podczas gdy cała sprawa rusza ich jak zeszłoroczny śnieg, a obchodzić przestanie dokładnie w momencie, w którym zniknie z pierwszych stron wirtualnych gazet (gdy skończy się żerowanie na rodzinie Mackiewicza).

I nie chodzi o to, by dzieci przestały marzyć o byciu Lewandowskim, a zaczęły o byciu Bieleckim, ale dobrze, kiedy choć przez kilka chwil w prasie mówią o ludziach rzeczywiście przekraczających granice niż o tych, którzy owe granice wyznaczają wartością swojej stylizacji czy stanem konta. Bo nawet jeśli okoliczności są, jakie są, może dobrze czasami wyjrzeć poza oparcie fotela, odstawić piwo i zamiast wrzeszczeć obraźliwe slogany na kibiców przeciwnej drużyny, uzmysłowić sobie, że są sytuacje, w których barwy tracą na znaczeniu, a człowiek jest dumny z bycia po prostu człowiekiem. Czasem więcej się nie da.

Moje myśli niezmiennie płyną wysoko i wciąż mam nadzieję, że szczerzący kły K2 zostanie zdobyty jeszcze tej zimy. Nie dla sławy i pieniędzy, nie z powodu nieodpowiedzialności czy głupoty. Dlaczego? - Bo tak. Czekam na ten dzień od momentu, kiedy ten drugi co do wielkości szczyt był dla mnie tylko kilkucentymetrowym obrazkiem w grubszej niż moja noga encyklopedii.

"Ludzie dzielą się na dwa gatunki: tych, którym nie trzeba tłumaczyć, dlaczego chodzi się w góry i tych, którym się tego nie wytłumaczy." – Piotr Pustelnik


Za Małgorzatą podaję link do wartościowego artykułu z marca 2015 roku. Takiego, który temat porusza i z nim polemizuje, nie ocenia. Nie wycenia. Uruchamia wyobraźnię.

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia