anna musiał / urwane połączenie


urwane połączenie

                                   Zazu

piszę do ciebie tak po prostu, przecież
takich wiadomości nie zaczyna się od cześć.
na dworze jest mróz, śnieg skrzypi pod butami,
a ja siedzę tu sama i opowiadam o tym,
że mam raka i że znowu jest noc.

gubię gdzieś przezroczystość, staję się widzialna
na tyle, na ile mi pozwalasz. trzydzieści dziewięć
i pół kilograma nie może chyba niczego zasłonić.
na pewno nie może zasłonić nieba, myślę
i odruchowo, palcami, przesuwam zdjęcia chmur.
różowych pól, na których nigdy nie postawię stopy.

słyszałam, że amerykańscy meteorolodzy
prognozują umiarkowanie deszczową wiosnę
i że chciałeś mieć ze mną dziecko. już się nie boję,
choć zamiast łóżeczka wybieram sobie trumnę.
wracam do niej myślami, wiję gniazdo,
którego nigdy nie ogrzeje miłość.

opuszkami palców przecieram dawne ślady.
szare krople wtopione w białe prześcieradła kartek,
nieskończone piosenki nie warte napisania. dopiero
teraz przestaję w cokolwiek wierzyć. kładę się 
na klawiaturze, urywam połączenie –

tylko mnie nie przegap, kiedy będę odchodzić,
za szybą ściętą mrozem tkwi jeszcze jakaś twarz.

Komentarze

  1. Smutek, który wsiąka tak głęboko, że w każdej twarzy dostrzegamy lęk. Tak mnie jakoś dotknęło. Uściski.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Katalog-blogow.pl