Trzydzieści cztery dni umierania

Napisałam o tobie. Wiem, obiecywałam, że nic, co mówisz, nie ujrzy światła dziennego, ale to było silniejsze. Twoje słowa odbijały się echem w mojej głowie za każdym razem, gdy tylko zbliżałam się do tamtego okna. Próbowałam wszystkiego. Opuszczałam żaluzje, powiesiłam firanki i zasłony, ale na niewiele się to zdało. To drzewo zmieniło moje życie, a jako że stałeś się jego częścią, po prostu musiałam cię uwzględnić. Książka nie zostanie opublikowana. Wydruk zakurzy się, a potem włożę go do szuflady. Zamknę na klucz, jak w filmach. Jak w tych przerysowanych, romantycznych filmach, pozornie dokumentujących czyjeś życie. Związki. Emocje. Złamane serca albo sztampowe żyli długo i szczęśliwie. Czasami śmierć. I nawet jeśli śmierć spotkała właśnie ciebie, trwam dalej przy oknie i słyszę twój śmiech. Widzę jak wiążesz sznury i wieszasz huśtawkę. Jak siadasz na niej i bierzesz mnie na kolana. Jak bujamy się i krzyczymy ze strachu, gdy nasze stopy znajdują się ponad głowami. Wkrótce zapada wieczór, dotykasz mojej twarzy. Szepczesz do ucha, kochasz. A potem cię nie ma. Jest tylko deszcz, sina mgła okalająca dom, drzewo. Pochłaniająca moje buty. Kupiłam je specjalnie na twój pogrzeb, wiesz? Skąd miałbyś wiedzieć. Nastała cisza.

Następnego dnia znów świeciło słońce. Oślepiało mnie, przechodziło przez poustawiane na stole kolorowe butelki i tworzyło barwne kolaże. Ściana, którą wykorzystywaliśmy do robienia zdjęć rozbłysła tęczą, stała się witrażem. Pośmiertną ikoną, niewartą uwiecznienia. To właśnie wtedy zaczęłam pisać. Pierwsze strony bolały najbardziej. Musiałam przypomnieć sobie twoją twarz, każdy szczegół. Bliznę nad okiem po upadku z roweru, kiedy miałeś sześć lat. Pieprzyk na szyi, który miałeś zbadać, ale nigdy nie starczało czasu. Kasztanowe włosy, tracące już swój młodzieńczy blask. Przy tobie mogłam mieć lat dwadzieścia i sto jednocześnie. Ty zawsze miałeś tyle samo: trzydzieści cztery. Trzydzieści cztery lata, jak trzydzieści cztery dni umierania wśród chłodu i pisku tej cholernej maszyny.


Komentarze

  1. Michalina Błędkowska2 wrz 2017, 17:41:00

    Piękny, poruszający tekst! Czy można spodziewać się ciągu dalszego? Pozdrawiam ciepło, chwilowo z Krakowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Nie wiem, czy powstanie coś więcej, ten fragment napisałam pod wpływem chwili, ale kto wie : ) Pozdrawiam również, AM

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Katalog-blogow.pl