Zaspokajanie poetyckiego głodu

Na czwarty tomik Małgorzaty Południak czekałam z pewną dozą niecierpliwości. Mimo iż jeszcze kilka lat temu ta emocjonalna i miejscami nazbyt obszernie zapisywana poetyka nie do końca trafiała w moje gusta, z miesiąca na miesiąc poznawałam ją lepiej. Zanurzałam się głębiej między wersy, jak niecierpliwe dziecko starając się wyskubać z nich to, co najlepsze. 


"Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu" przyszło do mnie niespełna dwa tygodnie temu, wraz z bardzo miłymi dodatkami od Wydawnictwa Forma. Do tomiku podchodziłam powoli, co jakiś czas tylko zerkając do środka. Nie lubię zabierać się za czytanie poezji pod presją jej zakupu, wolę odczekać, oswoić się. Napatrzeć. I choć tym razem wiele do oglądania nie było, bo sama książka pozbawiona jest tak uwielbianych przeze mnie zdjęć autorstwa Małgorzaty Południak, to jednak treść skutecznie mi ten brak wynagrodziła. 

Czym jest tytułowy głód? Można go interpretować na wiele sposobów - jako kryzys egzystencjalny, brak zaspokojenia podstawowych potrzeb emocjonalnych, ale też jako tęsknotę za niewypełnionymi lukami po rzeczach, które przemijają. Po ludziach i miejscach, które są tylko na chwilę. Do mnie głód z tomiku Małgorzaty przemawia raczej jako nie dający się do końca zdefiniować niepokój. Niepokój o rzeczy przeszłe i przyszłe, o niemożność stłumienia w sobie uczucia niepełności, ciągłego braku elementu, który uczyniłby życie uogólnionego podmiotu z książki sensownym. Mającym jakiś konkretny, nazwany i określony wreszcie cel. "Umiem wypełnić żyły nieobecnością i nacinam je, kiedy idziesz w złą stronę" ("O beztroskim życiu", str. 40).

Z kolei czytając wersy: "Emigrantka z miłością do świata. jakie to proste, gdy nazywają mnie inaczej, tylko słowa na końcu języka swędzą." ("Znaczenia", str. 50), nie mogłam nie odnieść wrażenia pewnego rozżalenia autorki nad negatywną kwestią postrzegania emigrantów przez osoby, które w kraju pozostały. W ostatnim czasie, częściowo z racji politycznego zawirowania, w mediach społecznościowych pojawiają się hasła o zdrajcach narodu, o ludziach porzucających kraj, który ich potrzebował. Padają ostre, krzywdzące słowa pod adresami osób, które związały swoje życie z innym miejscem niż ziemia ojczysta. Być może moje wrażenie jest mylne, może spowodowane całkiem niedawnym szumem dokoła wypowiedzi Wioletty Grzegorzewskiej na temat polskości (artykuł/wywiad do przeczytania tutaj: Wioletta Greg), ale podobne wrażenie towarzyszy mi również przy ostatnim dwuwersie w utworze "Prowincja", tj. "Korzenie, jakkolwiek się nazywają, leżą i zawsze komuś przynależą." Odniesienia do pozostawania na tzw. obczyźnie są u Małgorzaty Południak właściwie stałe, pojawiają się w wielu wierszach i można by rzec, że temat ten stanowi już stały element w jej poetyce.

Być może to właśnie dzięki niemu, przynajmniej miejscami, odnoszę wrażenie, że jest to najbardziej szczery tomik, jaki w życiu czytałam. Znając choć odrobinę świata autorki, można odnieść wrażenie, że przecież wszystko jest tu na swoim miejscu - spacery po okolicy, którą odnaleźć można na wspomnianych, wspaniałych fotografiach, imiona osób, które przecież istnieją, a nie są wytworem niczyjej wyobraźni ani bohaterami, których nazwisk użyczono z okazji pisania wiersza. ("Czasami zatrzymuję się w Dublinie. Piję kawę na moście Joyce'a i liczę pokonujących wpław Liffey. Zamykają kafejki." - "Osadzony krajobraz opadający w morze", str. 48Ten tomik, mimo wiszącego nad nim ciężaru doświadczeń, dającego się odczuć chłodu, półmroku czającego się w nieodkurzonych kątach oraz być może nie do końca uświadomionego lęku, jest tomikiem, który żyje. Oddycha. Za pomocą kreatywnego i doświadczonego już pióra autorka buduje w nim oryginalny, a co chyba coraz rzadziej można powiedzieć o współczesnych książkach poetyckich, wciąż jeszcze nie wyeksploatowany, świat, wspomagając się przy tym bogatym wachlarzem uczuć i charakterystyczną dla siebie formą nadwrażliwości na otaczającą rzeczywistość i zaklętego w niej człowieka.


Nie wszystko jest jednak dla czytelnika jasne. Są w tym tomiku miejsca, na które trzeba uważać. Należy pozostawić je bez dodatkowych interpretacji, bez zagłębiania się czy usilnych prób dotarcia do jakiegoś uśrednionego, uniwersalnego sedna. Jednym z takich wierszy jest dla mnie "Atmosfera". Utwór ten stanowi pewien wycinek z życia i jak sam tytuł wskazuje, skupia się na oddaniu atmosfery, klimatu, przedstawieniu szeregu mniejszych lub większych składników: wydarzeń i odczuć mających bezpośredni wpływ na trwający stan. Czy jako czytelnik odczuwam go wraz z czytaniem - niekoniecznie. Uznaję go więc za jeden z tych bardziej osobistych, ważnych dla autorki, która najlepiej wie i rozumie jego intencję. Ja idę dalej chłonąć wiersze owiane nieco większą tajemnicą, sięgające głębiej.

Obecnie najmocniej odczuwam wiersz Zbiegi, po raz kolejny przechodzę go i na własnej skórze odczuwam frazy "Zastanawiam się, czym jest spokój? Czy potrafię wmówić entuzjazm albo zrozumienie dla kłamstw? (...) Chcę wyjść poza siebie, ale nikt nie wie, jak to się robi." - dzielę te pytania na pół, odpowiadam sobie w ciszy. Niespokojny umysł nigdy nie odpoczywa, a takie wiersze w nim pęcznieją, nie dają odetchnąć. Czasem nawet przekierowują na nieznaną wcześniej drogę. A jeśli autorka tomiku zmusza czytelnika do zatrzymania, ponownego przemyślenia, czy nawet przewartościowania pewnych spraw za pomocą wierszy - czy nie świadczy to o ich słuszności?

*
Na koniec chciałabym dodać, iż nie jest tajemnicą, że Małgorzata Południak jest osobą o wielu talentach. Jednym z nich jest z pewnością zdolność do wyrażania najgłębszych emocji za pomocą słów, do przenikania czytelnika na wskroś. Umiejętnego motywowania go do odnajdywania uskoków i skrótów prowadzących przez zawiłe ścieżki wspomnień, przy jednoczesnym byciu tu i teraz. Pozostawaniu w zasięgu.

Dokąd te zawiłości mogą zaprowadzić? Każdego zapewne w inne miejsce, ale jedno, co chyba wszyscy mamy wspólnego z autorką tego bardzo udanego tomiku, zostało wyrażone prostymi słowami w wierszu "Skłonności" - "Żyję zuchwale i - mimo skurczów - tańczę". 


* Małgorzata Południak - blog autorski Pierwszy Milion Nocy
* Pierwsze Wspomnienie Wielkiego Głodu na stronie Wydawnictwa Forma

Komentarze

  1. Aniu, dziękuję. Muszę to wszystko sobie dobrze przemyśleć, przy następnych wierszach, które przyjdą mi do głowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, aby pisać to co się chce i tak, jak się chce. Reszta może sobie co najwyżej "pointerpretować", ewentualnie czasem zamarudzić. AM

      Usuń
    2. Tak, ale wskazówki czytelnicze są zawsze miłe i ważne. Jeszcze raz dziękuję.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Katalog-blogow.pl