mydlana bańka

Kiedy piszesz o wstydzie, przymykam oczy. Doskonale wiem, jak smakuje. Ile waży. Widziałam, jak przekrada się cicho przez mozolnie budowane bariery, rozpętuje piekło. Siedziałam wtedy z boku, wiatr muskał moje ramiona, a dokoła mnie bawiły się znajome dzieci. Patrzyłam na świat rozpadający się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wszechświat, iluzoryczny ustrój, pękał jak mydlana bańka, a ja drżałam - z zimna, może ze strachu? Pojawiłeś się znikąd, chyba nigdy wcześniej cię nie widziałam. Podszedłeś do mnie i powiedziałeś, że to nic, że nadal jestem ważna. Że nigdy o mnie nie zapomnisz.

A teraz siedzę tu sama. Czytam między wierszami.
- Będzie dobrze, zobaczysz - brzmi jak desperacka próba pozbycia się ciała.
- Muszę lecieć - ostatnie namaszczenie.


Komentarze

Popularne posty

Katalog-blogow.pl