anna musiał / pod koniec dnia



pod koniec dnia


składam się do lotu. za oknem tramwaj
rusza bez ostrzeżenia. podobno miłość leży na torach –
są chętni, tylko nikt nie odkrył źródła zasilania.

pod koniec dnia słońce wywołuje czasową ślepotę,
na horyzoncie śnieg szkicuje publiczną przestrzeń.
znów niosę w sobie meandry starej rzeki –
na obu jej brzegach włóczędzy rozbijają namioty.
z góry wyglądają jak kolorowe główki szpilek;
ruchomy obraz.

ludzie są tylko błyskiem, rzeka granicą, dom
przypomina o obowiązkach. wychodzę przed siebie
próbując oderwać stopy od podłoża, zamiast tego

czuję pustkę jak po opuszczeniu gniazda,
kiedy pisklę pierwszy raz zrywa się do lotu.
zostają wysuszone gałęzie, porzucone resztki;
człowiek rozbija się wtedy o wrażliwość

i jeżeli jest czymś, co koniecznie trzeba wypełnić,
to we mnie na pewno rośnie obca modlitwa;
piąte przykazanie.



* wiersz pochodzi z tomiku Pandemonium, Wyd. Eperons-Ostrogi, Kraków 2015
* tomik dostępny do kupienia w księgarni internetowej lub na stronie wydawcy

Komentarze

  1. Dobrze jest wracać do wierszy, aaa fotografia! Niezwykła i te świetliste firanki. Wspaniale Aniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz częściej zaglądam, szukam i sprawdzam, czy ja dziś to jeszcze ja. Zdjęcie też trochę przykurzone, chyba z tego samego okresu, co tekst. Ale kusi, przywołuje wspomnienia.

      Usuń
    2. Mamy różne etapy w życiu, z książkami chyba jest tak samo, z wierszami. Czasami wracam i piszę nowy wiersz. Bywa, że coś muszę wyjaśnić, przed sobą. Też tak masz?

      Usuń
    3. Chyba częściej niż bym sobie życzyła. A czasami tylko po to, by nie zapomnieć.

      Usuń
    4. :) a mnie martwi, że coraz częściej zapominam :(

      Usuń
  2. I wiersz i fotografia piękne.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Katalog-blogow.pl