wszyscy pochodzimy z rozbitego lustra


1

Doskwierała mi bezsenność. Zresztą, w tamtym czasie nikt tak naprawdę nie sypiał. Kładliśmy się na zimnych posadzkach, niektórzy na materacach, jeśli mieli szczęście znaleźć je w swoim uposażeniu. I wszyscy, bez względu na wiek czy pochodzenie, jak jeden mąż gapiliśmy się w pokryte pleśnią, biało-zielone sufity. Otuleni tym samym brudem, spędzaliśmy noce na pokonywaniu strachu. Milimetr po milimetrze, drążąc we własnych wnętrznościach, wykopywaliśmy z trzewi resztki odwagi. Na kolejny dzień.

Obok mnie swoje posłanie miał kapitan straży. Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Nigdy nie widziałem u niego chwili wahania. Kiedy trzeba było osłaniał nas własnym ciałem, nie bał się zabijać. Nie bał się żyć. I żył obok nas, w tym ciemnym, wilgotnym tunelu.

2

Mira miała piętnaście lat, kiedy po raz pierwszy trafiła w moje ramiona. Wpełzła po cichu do śpiwora i przytuliła swoje ciepłe ciało do tej pozbawionej jakichkolwiek uczuć kupy mięsa. Nie wykorzystałem jej, pozwoliłem, by wykorzystała mnie. Był listopad, mogłem zrozumieć skąd bierze się ta potrzeba obcowania z drugim człowiekiem. I zostaliśmy tak przez kolejne tygodnie, wtopieni jedno w drugie.

Kiedy zaczął się grudzień, przestała przychodzić. Myślałem, że znalazła inne mięso, inny śpiwór. Powiedzieli mi, że znalazła śmierć. Pozbawiona godności stała się elementem dekoracyjnym czyjegoś podwórza. Wciąż czułem jej ciepłe wargi i włosy oplatające moje ramię. Dopiero wiosną zrozumiałem, że tu nie ma miejsca na miłość.

3

Kiedy wychodziłem z domu matka żegnała mnie modlitwą i świeżym chlebem. Mówiła, że ten zapach i smak zostaną ze mną aż do powrotu. I teraz, kiedy leżę okopany w rowie, kiedy piach sypie mi się do oczu, czuję go znowu. Obok mnie trzech towarzyszy wyzionęło ducha. Zastanawiam się, o czym myśleli. Czy ich wspomnienia też pachniały matczynym chlebem?

Ktoś ciągnie mnie za ramię, wyrywa z otępienia. Za chwilę położą mnie na noszach, zaniosą do tunelu. Tu z każdym dniem rosną długi wobec życia.

4

Mam ich wszystkich na swoim ramieniu. Blizna przy bliźnie, jak skazany, który rozlicza się z dni spędzonych w więzieniu. Kiedy przychodzi noc, znów czuję ich obok. Mają twarze i ciała. Dzielą ze mną sny o wolności.

Komentarze

Popularne posty

Katalog-blogow.pl