Odyseja Si Lewena

Całkiem niedawno, szukając grafiki do publikacji jednego z wierszy, trafiłam na tego niezwykłego artystę. Si Lewen, bo o nim mowa, urodził się 8 listopada 1918 w Lublinie, w Polsce, a zmarł 25 lipca 2016 roku, dożywając sędziwego wieku 98 lat. Nie wiem, czy mieliście kiedyś okazję o nim usłyszeć. Ja nie, ale dziś wiem, że już nigdy mnie nie opuści.


Si Lewen przyszedł na świat w polsko-żydowskiej rodzinie, jego ojciec był pisarzem, a matka w bezpośredni sposób spokrewniona była ze znanym chasydzkim rabinem. Mimo to wojna skutecznie odseparowała ich od religijnych tradycji. Będąc zaledwie dwuletnim chłopcem przeprowadził się z bliskimi do Berlina. Już tam zaczął odnosić pierwsze sukcesy i sprzedawać pierwsze prace. Jego debiutancka wystawa miała miejsce na zapleczu miejscowej księgarni. Sprzedał wówczas jeden ze swoich obrazów. Jak się okazało, kupiec nabył go jako oryginał, choć Lewen miał w zapasie jeszcze kilka sztuk. Kiedy w 1933 Adolf Hitler doszedł do władzy, Lewen wraz ze swoim starszym bratem Izaakiem wyemigrował do Francji. Miał wówczas 15 lat. Ich docelowym miejscem podróży była Palestyna, jednak nigdy tam nie dotarli. W 1935 roku rodzina Lewena dość nieoczekiwanie uzyskała pomoc ze strony Stanów Zjednoczonych - przyznano im wizy. Nowojorskie życie artysty rozpoczęło się przyjęciem do szkoły plastycznej, w której to mógł rozwinąć skrzydła i poszerzyć wiedzę o niedostępne wcześniej materie. 

Ucieczka do Stanów Zjednoczonych nie była jednak końcem dramatu. Prześladowania i wyzwiska z racji jego pochodzenia stanowiły przykrą codzienność. Według oficjalnej notki biograficznej zamieszczonej na stronie artysty - http://silewen.com, jednym z jego regularnych oprawców był nowojorski policjant. Kiedy w 1936 roku zaczął grozić Lewenowi śmiercią, młody artysta nie widząc dla siebie innego rozwiązania, podjął się próby samobójczej. Po opuszczeniu szpitala psychiatrycznego na pewien czas wycofał się z normalnego życia i tworzenia w obawie przed rozpoznaniem. Nie wiedział jeszcze, że strach na zawsze już pozostanie jego wiernym towarzyszem.

W 1942 roku, będąc już żonatym, Si Lewen dobrowolnie zgłosił się i dołączył do armii Stanów Zjednoczonych, a dzięki swojej znajomości języka niemieckiego znalazł się w szeregach Ritchie Boys. Grupę tę stanowiło około 10 tysięcy młodych Niemców, w większości pochodzenia żydowskiego, którzy w czasie II wojny światowej szkoleni byli w obozach wywiadu wojskowego armii Stanów Zjednoczonych. Na kontynent europejski przerzucono ich w czasie lądowania w Normandii, aby od tego momentu mogli rozpocząć swoją działalność wywiadowczą i dezinformacyjną. Wielu z nich podjęło pracę tłumaczy, a po wojnie, w czasie procesów norymberskich, także tłumaczy przysięgłych.

Ogromny wpływ późniejszą twórczość Si Lewena miała wizyta w niemieckim obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. Według informacji podanej na oficjalnej stronie Si Lewen Muzeum, artysta był jednym z pierwszych żołnierzy, którzy przybyli na miejsce po wyzwoleniu obozu. Z powodu ogromu tragedii, jakie miał tam zaobserwować, doznał załamania nerwowego. Zmienił się wówczas jego sposób postrzegania rzeczywistości, a system wartości, które znał i rozumiał, został dramatycznie zachwiany. 


Si Lewen tworzył i aktywnie działał w środowisku artystycznym przez około 25 lat, od 1950 do połowy 1970 roku. W tym czasie osiągnął niebywały artystyczny sukces, a jego prace pokazywano w licznych galeriach i muzeach zarówno na kontynencie amerykańskim, jak również w Europie. W 1976 Lewen zaczął wycofywać swoje obrazy z ogólnodostępnych galerii, by w 1985 ogłosić, iż nie są już one na sprzedaż. Miał wówczas powiedzieć: Art is not a commodity. Art is priceless! (Sztuka nie jest towarem. Sztuka jest bezcenna!). Był to w pewnym sensie zabieg bezcelowy, ponieważ jak to zwykle bywa, właśnie wtedy jego obrazy zaczęły być jeszcze bardziej doceniane i pożądane. Lewen dostosowywał się do tego trendu użyczając swoich prac, jednak pod stanowczym warunkiem, że żadna z nich nie zostanie sprzedana.

Dziełem życia Si Lewena jest z pewnością powieść graficzna zatytułowana The Parade. Jest ona inspirowana paradami z okazji zakończenia II wojny światowej i do dziś stanowi jedno z fundamentalnych dzieł w zakresie sztuki graficznej. Cykl ten po raz pierwszy oficjalnie ukazał się w roku 1957. Aktualnie w sprzedaży pozostaje wersja odnowiona przez zdobywcę Nagrody Pulitzera za powieść komiksową Maus. Opowieść ocalałego, Arta Spiegelmana, prywatnie bliskiego przyjaciela Lewena. Dostępna jest ona pod nazwą Si Lewen's Parade: An Artist's Odyssey. Na oficjalnym kanale IIRP Graduate School na YouTube obejrzeć można animowaną prezentację wraz z przedmową samego autora:


The Parade to niezwykle trudna, lecz warta zainteresowania pozycja. Opowiada ona o problematyce wojny, chwyta się naprawdę głębokich emocji. Budzi w człowieku może nie tyle poczucie grozy, co raczej pozwala przez chwilę obcować z tamtą rzeczywistością. O jej bezpretensjonalności świadczy również fakt, iż Albert Einsten wystosunkował do Lewena list, w którym napisał: Our time needs you and your work! (Nasz czas potrzebuje ciebie i twojej pracy). Trudno oprzeć się wrażeniu, że i dzisiaj, w tak chaotycznych czasach, artyzm Si Lewena wraca do nas z podwójną mocą. 

Czarno-białe grafiki, które dziś można liczyć w setkach (seria Ghosts to przeszło dwieście płócien) to oczywiście nie jedyne prace tego twórcy. Jakiś czas po wojnie artysta porzucił mroczny, dramatyczny styl i przywrócił swojemu światu kolory. Barwne obrazy przykuwały wiele uwagi w świecie artystycznym i odniosły niebywały sukces, jednak mimo to po latach w Lewenie odezwały się demony przeszłości i ponownie zanurzył się we wszystkie odcienie czerni. Z racji swojego pochodzenia i doświadczeń przez większość życia obawiał się rozpoznania i echa starych gróźb, które zawsze mu towarzyszyły. Mimo iż pozostawał w związku małżeńskim, był raczej samotnikiem i, jak powiedział o nim wielokrotnie wspominany przeze mnie Art Spiegelman, najbardziej bogobojnym ateistą, jakiego spotkałem.
W 2006 roku Si Lewen przekazał prawa do swoich prac Międzynarodowemu Instytutowi Restorative Practices (IIRP) w celu wspierania jego misji, którą jest przywrócenie i odbudowa wspólnoty w coraz bardziej rozłączonym świecie. Jego prace oglądać dziś można w IIRP’s Si Lewen Museum w Bethlehem, w Pensylwanii.


* Podczas pisania posiłkowałam się m.in. notatką na blogu Art Spiegelman oraz artykułem Sigh and Salute, który to zawiera bardzo szczegółową rozpiskę nie tylko życia prywatnego Si Lewena, ale przede wszystkim jego artystycznej drogi. 
* Grafiki w większości pochodzą z Si Lewen’s Parade: An Artist Odyssey.

Komentarze

  1. Świetnie, że o nim napisałaś :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Tekst wymaga jeszcze dopieszczenia, ale nie mogłam się powstrzymać. Prace opublikowane na jego stronie, zwłaszcza te seryjne, robią wrażenie. Dzięki za wizytę :* AM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem dopieszczaj :) dobrze się 'Ciebie' czyta

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Katalog-blogow.pl