Czy poezja jest kobietą?

Tekst, który dziś zamieszczam, zaplanowałam na inną okazję, jednak do jego szybszego upublicznienia zmotywowały mnie dwie inne publikacje. Pierwsza to wpis poznańskiej poetki, Magdaleny Gałkowskiej. Kilka dni temu na swoim blogu Fabryka Tanich Butów rzeczona poetka zamieściła notatkę poruszającą temat braku silnej reprezentacji kobiet w życiu poetyckim. Kiedy się nad tym głębiej zastanowić, jest w tym sporo racji.


W ostatnich kilku, może kilkunastu miesiącach, nastąpiła swoista dominacja męskich reprezentantów w czołówkach prestiżowych konkursów. Najgłośniejszym echem odbiła się chyba sprawa nominacji pięciu reprezentantów płci męskiej do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej, a to przecież nie wyjątek. Kiedy przejrzeć nominacje do tejże nagrody z ostaniach pięciu edycji, zauważyć można, że na dwadzieścia pięć wytypowanych do niej osób, tylko pięć to kobiety. Czy powinnyśmy się więc cieszyć z tych darowanych 20%, czy jednak zacząć zastanawiać? Z kolei najbardziej męską nagrodą jest chyba Orfeusz, który na pięć dotychczasowych edycji, pięć nagród przyznał właśnie mężczyznom, a w jury niemal bez wyjątku reprezentowane jest przez... sami wiecie.

Prawie nikt Was nie zaprosi na żaden festiwal, nie zorganizuje Wam spotkania autorskiego, nie poprosi do żadnego jury, niezależnie od tego ile nagród otrzymała Wasza poezja. Dlaczego? Ponieważ w 89% o wszystkim decydują panowie. Możecie liczyć jedynie na piszące koleżanki. - mówi na swoim blogu Magdalena Gałkowska.

Nie do końca mogę się z tym zgodzić, bo jeśli chodzi o spotkania autorskie, dwukrotnie mi je proponowano, zarówno ze strony wydawnictwa mojego debiutanckiego tomiku (Eperons-Ostrogi), jak i z innego, nieco bardziej prywatnego ramienia. Jednak skoro już mówimy o procentowym podziale osób, które zajmują główne, decyzyjne stanowiska zarówno w wydawnictwach, jak i w jury wielu konkursów, trudno nie zauważyć tu wspomnianej przewagi płci męskiej. Z czego to wynika? Czy kobieca poezja jest gorsza, mniej dosadna, może mniej ciekawa? A może brakuje jej siły przebicia. Co smutniejsze, kiedy słyszę o kolejnym tomiku pana x albo pana y, to jestem niemal pewna, kto w roku następnym otrzyma przynajmniej jedno wyróżnienie i że raczej nie będzie to kobieta.

Jakiś czasu temu dotarła do mnie wypowiedź, że panie są mniej zgodne, rzadziej się wspierają przez co rozwija się u nich większa potrzeba rywalizacji i wygryzania potencjalnej konkurencji. Jeden z moich znajomych, także piszących, powiedział, że nie lubi mówić o konkurencji w kontekście poezji. Ale czy da się ją wykluczyć? Ja sama przyjęłam postawę osoby z ogromnym dystansem do świata, o którym dziś piszę. Nie pcham się na spotkania i wieczorki, nie biorę czynnego udziału w festiwalach i prawdę mówiąc, do dziś nie wystartowałam w żadnym konkursie. Czy w takim razie w ogóle powinnam się wypowiadać? Moja nisza jest miejscem pozwalającym mi na wygodną obserwację, mogę samodzielnie decydować o tym, czy i kiedy chcę z niej wyjść. Czy to czyni mnie poetką wykluczoną? Chyba nie miałam okazji się przekonać, ale jeśli opis Magdaleny Gałkowskiej jest trafny (a wierzę, że jest), wkrótce otrzymam odpowiedź.

Znajduję się w takim momencie życia, które pozwala stać mi w połowie drogi pomiędzy poetami młodymi a pokoleniem nieco starszym. Wiele niedoświadczonych osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z pisaniem, nie zdaje sobie jeszcze sprawy z tego, jak wiele nerwów przyjdzie im stracić próbując wydać tomik czy przebić się przez dość szeroki mur osób je blokujących. Ci, którzy osiedli na swoich stanowiskach bardzo często tracą zdolność widzenia dalej niż poza krawędź własnego biurka. A przecież tam, za nimi, stoi całkiem długa kolejka osób wartych zainteresowania. Wartych, by je publikować. Młodych panów da się jeszcze jakoś wypchnąć, a panie? Te najwyraźniej powinny polegać na pseudonimach i/lub zdjęciach dekoltu publikowanego na platformach społecznościowych (co ku mojej rozpaczy czasami robią).

Na początku tej notki wspomniałam o dwóch publikacjach, które zmotywowały mnie do wcześniejszego wydania na świat tego wpisu. Drugą z nich okazała się być całkiem niespodziewana pomoc w postaci listu otwartego autorstwa Mai Staśko, do którego czytania serdecznie zapraszam - jego treść nie wymaga z mojej strony żadnego dodatkowego komentarza. Dodam tylko, na marginesie, iż bardzo mi się podoba, że autorka powyższego listu wzięła pod lupę także kwestie finansowe. Artykuł dostępny tutaj - List otwarty do Kapituły Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Oczywiście po jego publikacji pojawiły się głosy, że to przesada, że przecież nagroda nie jest przeznaczona wyłącznie dla kobiet (chciałoby się zapytać - a wyłącznie dla mężczyzn jest?), oraz że feministki pisać nie potrafią... ale nie dajmy się zwariować. Hasła tego rodzaju wypowiadane są w dużej mierze przez ignorantów.

Na zakończenie tego wywodu, nie demonizując do końca kwestii płciowej i nie próbując tu rozpętać jakiejś nowej bitwy, chciałabym wspomnieć, iż na szczęście coraz częściej można natknąć się na mobilizacje pod sztandarem kobiet. Nie mam tu na myśli Czarnego Protestu, ale np. inicjatywę o wdzięcznej nazwie Babiniec Literacki, która to otwarcie promuje wyłącznie kobiecą poezję. Tę polską i zagraniczną. Pojawiają się też panele dyskusyjne o kobiecej poezji na imprezach literackich, choć czasem mam wrażenie, że i te panele zbyt często prowadzone są przez mężczyzn. Czy to wystarczy? Możliwe, że niczego nie zmieni, ale przynajmniej daje nadzieję, że z każdego zamieszania może wykiełkować coś dobrego. Przede wszystkim należałoby jednak jak najszybciej zerwać z hasłem: kobiety też piszą, bo przecież w wielu przypadkach robią to po mistrzowsku.

Zamiast więc przerzucać się odpowiedzialnością za obecną sytuację, przyjmijmy, że ma ona miejsce i zastanówmy się jak można to zmienić. Czy w tym wszystkim nie chodzi przypadkiem o poezję?

Komentarze

  1. Kobiety piszą świetnie, z umiarem, ironią, celująco i świeżo. Mężczyznom często się coś jedynie wydaje. Dlatego róbmy swoje. Nie ma przyjemniejszych chwil niż bycie szczerą wobec siebie. Przynajmniej nie musimy zasłaniać luster w domu. Ucałowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest piękne podsumowanie. Ahoj : )

      Usuń
  2. Zgadzam się z tym, że topowe imprezy poetyckie są obsadzane jakimś dziwnym trafem głównie przez mężczyzn. Ale w wielu innych zdarzeniach, w których zdarza mi się uczestniczyć jest często na odwrót. Piszący panowie są w zdecydowanej mniejszości. To taka moja obserwacja statystyczna. Nie ma dla mnie większego znaczenia płeć, raczej jakość tego, co zapisane. Wśród piszących prozę kobieca reprezentacja jest na tyle duża, że mówi się, iż literatura jest kobietą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że reprezentacja jest liczna - ale % udziału i doceniania jest wobec tej liczebności dość nieproporcjonalny... to się zmieni - tylko trzeba przestać udawać, że problem nie istnieje. Pozdrawiam : )

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Katalog-blogow.pl