anna musiał / tour


tour

mąż pozwala mi na romanse tylko z kolarzami,
zwłaszcza, kiedy we śnie zapewniają schronienie
przed atakami. dzikie zwierzęta nie rozróżniają płci

ani grubości portfela – mówi, a potem kładzie mi dłonie
na piersiach. wzdycham cicho, gdy firanki z łoskotem
opadają na moje stopy. nie znam litości, od tygodnia

słucham jednej piosenki. myślę o Adamie,
który zeżarł jabłko i o mężczyznach potrąconych
przez pędzące ciężarówki. wyobrażam sobie ich głowy

pękające jak arbuzy i kobiety, które patrzą w niebo
szukając odpowiedzi. ten tour nigdy się nie kończy,
brniemy naprzód jak ślepe kocięta, zasypiamy

w cudzych prześcieradłach. śnimy własną niepamięć,
a w snach pluszowe pyszczki zanurzają się pod wodą
łaknąc odrobiny powietrza.

Komentarze

  1. W pewnym momencie zrobila sie szybka jazda, przy tych pekajacych glowach. Bardzo sugestywny obraz i laskawy malzonek :) wolnosc marzen sennych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obraz sugestywny, aczkolwiek napisany pod wpływem niedawnych wydarzeń. Dziękuję za wizytę - zaczynam się przyzwyczajać : )

      Usuń
  2. Tak - sugestywnie. Czułem to w trakcie olimpiady w Brazylii na tej nieprzygotowanej właściwie trasie dla kolarstwa raczej ekstremalnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z opóźnieniem, kłopoty techniczne z brakiem powiadomień o komentarzach - wybacz Pawle. Pięknie ten tekst odebrałeś, ale jak się wie o czym, to trudno się chyba pomylić.. trasy są skandalicznie złe, organizatorzy często idą na efekciarstwo i ryzyko, a nie na bezpieczeństwo... i dokładnie w momencie, w którym to piszę, Richie Porte przeturlał się na zjeździe i uderzył w ścianę na tdF.... nie mam już nic do powiedzenia... :( Pozdrawiam, AM

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Katalog-blogow.pl